Rozdział VI cz.3

     - No to jak ci się układa z Alexem? - zapytałam z nadzieją, że wszystko ok.
- Mam nadzieję, że ok. On jest taki romantyczny, ale jednocześnie pewny siebie, odważny. - opowiadała spoglądając w niebo.
- Cieszę się, ładnie razem wyglądacie.
- A tobie podoba się ktoś? Wiesz, jesteś niezła laską i ty podobasz się raczej każdemu.
- Każdemu? - spytałam zdziwiona, ale jednocześnie bardzo podniosły mnie na duchu takie słowa.
- No, nie widzisz tego?
- Hm... - powiedziałam pod nosem.
- No to jak, podoba ci się ktoś? - dopytywała.
- Może...
- Uuuuuu! A kto to?
- W zasadzie to nie wiem.
- Jen, albo ci się podoba, albo nie. Chociaż myślę, że jednak to pierwsze.
- Jest ktoś taki, ale w zasadzie są dwie takie osoby.
- Dwie? Robi się ciekawie. Kto to?
- Nie, nie dwie. Zależy mi na dwóch, ale nie wiem na kim tak naprawdę i w jakim sensie.  - CO JA WŁAŚNIE POWIEDZIAŁAM? POWIEDZIAŁAM O NICH, NA GŁOS. NIEZBYT DOBRZE SIĘ Z TYM CZUJĘ. - Nie chcę robić wokół tego szumu, może lepiej jeśli zachowam to dla siebie. - dodałam. Uff, tak lepiej.
- Nie chcesz to nie mów. - odpowiedziała czekając aż jej powiem, ale ja wcale nie chciałam jej tego mówić, już i tak powiedziałam za dużo, o "dwóch" za dużo.
- yyy... Widziałaś ostatnią kolekcję Givenchy? - spytała trochę zawiedziona.
- Tak, były lepsze, ale jest ok.
- Zgadzam się.
    Rozmawiając doszłyśmy do szkoły. Na jej teren weszłyśmy pewnym krokiem. Jak się tak idzie to nie zwraca się uwagi na tych, którzy patrzą, to nie jest to uczucie, które towarzyszy ci, gdy idziesz niczym szara myszka, a myślisz, że wszyscy się na ciebie patrzą i masz ochotę zapaść się pod ziemię. Nie, to o wiele lepsze uczucie. Wyglądało trochę jak byśmy były szkolną elitą, trochę jak w filmach dla nastolatek, tylko, że my nie jesteśmy wredne i nie jesteśmy elitą, chyba. Z resztą jak się idzie pewnym krokiem to nie zwraca się uwagi na to, że ktoś szepcze o tym jak widział cię wychodzącą z płaczem z imprezy.
     Weszłyśmy do sali. Pierwsza plastyka.
- Czy tylko ja tutaj się cieszę? - spytałam się w myślach spoglądając na niezbyt zainteresowanych tematem uczniów mojej klasy. To dziwne. Jak można nie lubić plastyki? Tutaj spełniają się marzenia. No, częściowo, po prostu to wypoczynek dla umysłu. Dla mnie w postaci plastyki, a dla nich... w postaci spania na lekcji, rozmów i jeszcze masy różnych rzeczy. Naprawdę różnych. Dzisiaj uczymy się wyrażać siebie poprzez rysunek. To niedorzeczne.
- Proszę pani... - powiedziałam z uniesioną ręką w górze.
- Tak, Jennifer? - powiedziała zaciekawiona pani, ja lekko zwątpiłam, ale musiałam dokończyć.
- Przecież nie da się nauczyć wyrażania siebie przez jedną lekcję, tego człowiek uczy się przez całe życie, a przynajmniej większość. No w różnych przypadkach, może nie całe życie, ale nie przez jedną lekcję.
- Och. Rozumiem, Jennifer, twoje zainteresowanie rysunkiem, plastyką, humanistyką, ale nie każdemu na tym zależy, więc trzeba ten proces ukrócić, tak twierdzi ten kto wymyślił program nauczania, ale całkowicie się z tobą zgadzam, Jennifer. - zastanawiałam się ile jeszcze razy zostanie w tej wypowiedzi powtórzone moje imię. No, ale co miałam zrobić. Skromnie się uśmiechnęłam, bo widocznie nikt nie zrozumiał tak prostych słów jakich użyłam. Chociaż... Jak taka małpa jaką jest Amelia ma to zrozumieć? Ona tylko spojrzała na mnie zawistnie, jakby miała mnie zaraz zabić. No cóż, z czasem może jej minie.
- Tak więc wracając do lekcji... - dodała pani i zaczęła tłumaczyć. Uważnie słuchałam, bo jutro będziemy musieli coś narysować, chociaż myślę, że wcale nie musiałabym słuchać, wiem jak wyrazić siebie w rysunku, robię to cały czas.
     Następną lekcją był angielski. Usiadłam w ławce i czekałam aż pan Ricky zacznie sprawdzać obecność. Oczywiście nie obyło się bez żartów, do których zdążyłam się przyzwyczaić. Śmieszy mnie to, że ten mężczyzna tak lubi się błaźnić przed uczniami i zastanawia mnie to czy on robi to specjalnie czy nie. W zasadzie dzięki tym drętwym dowcipom atmosfera na lekcjach angielskiego jest luźniejsza niż na pozostałych.
Na przerwie usiadłyśmy na korytarzu.
- No, Monica. Jak ci się podobało na imprezie?
- Muza była dobra, tylko ciebie jakoś nie widziałam.
- Wyszłam prędzej, nie ważne. Znakomicie dziś wyglądasz. Warkoczyki! Bardzo ci pasują.
- Dziękuję.
- Tak trochę jak Beyonce. - dodała Ashley spoglądając na włosy przyjaciółki.
- Właśnie! Będzie koncert Beyonce niedługo w Los Angeles. - powiedziałam.
- Ooo, uwielbiam ją. Koniecznie muszę zdobyć bilety? Kto idzie ze mną? - odpowiedziała uradowana Jas.
- Poszłabym, ale nie mam już kasy. Wątpię, że rodzice coś mi dadzą, ale spytam. Muszę iść na ten koncert. - tylko, że sama przeprowadzka kosztowała ich nie mało, nawet jeśli to przelało się na zyski, tata nie da mi kasy na koncert, on wolałby, żebym się uczyła.
- Haha, a ja mam kasę, bo w przeciwieństwie do was nie wydaję ich przy pierwszej okazji.
- Monica, to nie tak, ja po prostu doceniam dużo rzeczy i nie pozwalam im się marnować na wieszakach.
- Zwał jak zwał, Ash.
     Poszłyśmy na chemię. Trochę eksperymentów, fajnie. Chociaż raz nie muszę uczyć się tych wszystkich wzorów. Spojrzałam na Billy'ego. Nie zerkał na mnie. Nie widział mnie i wyglądał jakby nie chciał mnie widzieć. Tylko... dlaczego? Lekcja szybko dobiegła końca. Teraz przerwa na lunch, aż boję się co się wydarzy, a raczej boję się tego co się nie wydarzy. Ashley była bardzo szczęśliwa, bo zobaczy Alexa, Monica chciała odpocząć, więc też trochę szczęśliwa, a ja? Nogi mi się uginały, czułam dziwne uczucie nie wiedząc co mnie spotka, ale jednocześnie trochę się cieszyłam, nie wiem czemu. Usiadłam. Widziałam, że Li spoglądał na mnie ukradkiem, Jasmine też to zauważyła, bo od razu spojrzała na mnie. Billy jak Billy, udawał, że nic się nie stało, ale nie odzywał się do mnie, tylko rozmawiał z Alexem, Ashley i Monicą. Było trochę sztywno, ale byłam zajęta jedzeniem sałatki. Zadzwonił dzwonek.
- To narka wszystkim. - powiedział Alex.
- Widzimy się po lekcjach. - szepnęła Ash.
- Blado wyglądasz, Jen. - powiedziała Jasmine.
- No, dobrze się czujesz? - spytała Ashley.
- Trochę boli mnie głowa, nie wiem czemu. - powiedziałam, ale dobrze wiedziałam czemu to spowodowane TĄ sprawą, trochę mnie to zestresowało, ale już ok.
- Chcesz coś na ból głowy?
- Mhm, poproszę. - Monica podała mi tabletkę, popiłam ją wodą i poszłam na historię.
     Lekcje ciągnęły się, ale o 15:00 zadzwonił dzwonek. Godzina przerwy i zajęcia dziennikarskie.
- Muszę iść do biblioteki, będę za jakieś dwadzieścia minut. Poczekasz na mnie przed szkołą czy idziesz ze mną? - spytała Jasmine.
- Poczekam. - powiedziałam krótko, poszłam usiąść przed szkołą, ale przerwa się jeszcze nie skończyła, miejsca były już zajęte. No nic, postać mi nie zaszkodzi. Wyciągnęłam słuchawki i puściłam sobie coś z telefonu. Zadzwonił dzwonek na koniec przerwy, więc wszyscy uciekli na lekcje. W pewnym momencie zauważyłam Liama wychodzącego ze szkoły. Ciśnienie od razu mi podskoczyło. W sumie myślałam, że mnie po prostu ominie, zignoruje, ale stało się inaczej... Widziałam, że idzie w moim kierunku, ściągnęłam słuchawki.
- Przepraszam... - zaczął, po czym wziął głęboki oddech i dokończył - przepraszam, za to co wydarzyło się wtedy, nie wiem co się ze mną dzieje, nie powinienem pić. - mówił przełykając ślinę, nie wiedziałam, że sprawi mu to tyle trudności. Też wzięłam głęboki oddech:
- Liam, nie wiem co powiedzieć. Rozumiem Cię, a przynajmniej się postaram, bo... zależy mi na Tobie. - wydusiłam. Nie powinnam tego mówić, ale po prostu czułam z jego strony szczerość i też chciałam być szczera. Problem w tym, że nie wiem czy zrobiłam dobrze, bo w pewnym momencie coś popchnęło mnie i Liama. Pocałowaliśmy się. To nie był taki przyjacielski całus w policzek. NIE. To był taki bardzo czuły pocałunek. Może krótki, ale Li zdążył mnie objąć. Moje serce zabiło mocniej. Czułam się jakbym miała się przewrócić, ale on tak mocno mnie trzymał, że nie mogłabym upaść. To było takie niezwykłe przeżycie, wiedziałam, że źle robię, ale czułam się tak bezpiecznie, tak magicznie. Ta chwila trwała dla mnie wieczność. Banalnie brzmi, ale taka jest prawda, pierwszy raz poczułam taką ulgę odkąd tu jestem, nareszcie poczułam jak bardzo dziękuję rodzicom za to, że przeprowadziliśmy się tutaj.

************************************************

Komentarze

  1. Kocham <3 Super blog, na pewno bede czytac :*

    OdpowiedzUsuń
  2. dopiero co odkryłam tego bloga
    ale powiem ci szczerze ze jest interesujący
    na pewno będę wpadać częściej i zostawiać po sobie komenatrze

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty