Rozdział VI cz.2

     SMS od operatora. Tacy to zawsze wybiorą najmniej odpowiedni moment. Wstałam i sięgnęłam laptopa. Dużo osób dodało zdjęcia z wczorajszej imprezy, cieszę się, że dobrze się bawili, bo włożyłam w nią sporo wysiłku. Liam też dodał kilka fot. Impreza na jego zdjęciach wyglądała o wiele lepiej niż ja ją spostrzegałam. Teraz mogę obiektywnie stwierdzić, że planowanie jest beznadziejne. No cóż.
     Odstawiłam laptopa i usiadłam na parapecie. Przełknęłam ślinę, bo te wszystkie wspomnienia wróciły. Nie chodzi o to co się wydarzyło, tylko... sama nie wiem. Co ze mną nie tak?
- Hej. - powiedziała cicho Michele. -... nie przeszkadzam?
- Hm. Chyba nie. - mruknęłam.
- ...bo chciałabym cię przeprosić, zachowałam się jak szczeniara. Głupio mi z tym. - tłumaczyła się.
- A jak ci się układa z Ethanem? - spytałam sarkastycznie.
- Ethan? - spytała zdziwiona.
- Byłaś aż tak pijana, że zapomniałaś o swoim chłopaku? Podobno chciałaś już go rodzicom przedstawiać. - dopytywałam.
- Yyy...
- No yyy...
- Jen.
- Hm?
- Jesteś dziecinna.
- Bo... bo próbuję ci uświadomić jak bardzo trudno, było cię z imprezy zabrać?
- A która była godzina?
- Rozumiem, że nie pamiętasz. Chcesz mnie sprawdzić? Otóż ja nie piłam i wszystko widziałam, normalnie. Było przed dwunastą...
- Przed dwunastą? Bałaś się, że wieczorynka się skończy?
- Nie. Tu nie chodzi o jakieś bajki dla dzieci, które przestałam oglądać dziesięć lat temu. Tu chodzi o coś znacznie ważniejszego, nie będę ci się spowiadać.
- Kiedyś się bardziej rozumiałyśmy.
- Może od "kiedyś" coś się zmieniło? - powiedziałam, po czym Michele wyszła z pokoju. Chyba ją to zabolało, powiedziałam prawdę, chociaż... pojechałam trochę po bandzie.
I to jest właśnie najgorsze... Widzę własne błędy i popełniam je dalej. Odpuszczam sobie kolację po zjedzonym dzisiaj burgerze, czuję się jakbym zjadła wszystkie potrawy świata, poza tym jedzenie przed snem jest niezdrowe. Jutro szkoła, jogging i zajęcia dodatkowe. Jeśli zasnę teraz to jeszcze się wyśpię. Wskoczyłam do łóżka i zasnęłam.
     Obudziłam się jeszcze przed budzikiem. Od razu pomyślałam o tym jak fatalny dzień może dziś być, przeszły mnie ciarki, ale szybko o tym zapomniałam, bo musiałam się ubrać. Zeszłam na dół, stwierdziłam, że mam jeszcze dużo czasu, więc zrobiłam sobie sałatkę z krewetkami i granatem, wprost uwielbiam owoce morza. Do tego przygotowałam dwa tosty z pomidorem i oregano. Zjadłam płatki śniadaniowe, po czym wyszłam z domu i powędrowałam do Ashley.
- Hej. Jak tam po imprezie? - spytała z pełnym przekonaniem, że mi się podobało.
- Nawet okej. - nie mogłam powiedzieć, że było super, nie potrafiłabym jej okłamać.
- To jak? Dziś sobie troszkę wydłużymy dystans?
- hm... Nie wiem czy dam radę, ale możemy spróbować. - odpowiedziałam bez przekonania.
Wprost uwielbiam bieganie, daje taką energię, no i figurę, ale czuję zmęczenie fizyczne. Po piętnastu minutach krzyknęłam do oddalającej się Ash:
- Nie dam rady. - próbowałam oddychać, ale mój organizm wyraźnie odmawiał mi posłuszeństwa. Ashley podeszła do mnie.
- Okej, ja jeszcze trochę pobiegam, będę po ciebie dwadzieścia minut przed siódmą. Do zobaczenia. - powiedziała.
- Do zobaczenia.
     Weszłam do domu. Rodzice i Michele jedli śniadanie.
- Mamo, dzisiaj mam zajęcia dodatkowe, więc skończę lekcję o 17:00.
- A jakie wybrałaś?
- Dziennikarstwo, wiesz, szkolna gazetka i tym podobne. No i koło teatralne, co do tego nie mam przekonania, ale jak miałam pięć lat chciałam być aktorką, może jeszcze coś mi zostało.
- Poradzisz sobie. - odpowiedziała mama z uśmiechem.
- A nie było koła matematycznego, powinnaś wybrać coś poważnego. - spytał tata.
- Tato, nienawidzę matematyki.
- Myślałem, że jesteś wszechstronna.
- Może jestem, może nie. Jedno jest pewne, nigdy nie polubię matematyki. Za to dziennikarstwo jest też poważnym kierunkiem. - tłumaczyłam.
- Zobaczymy. - zakończył.
     Weszłam na górę. Wzięłam szybki prysznic. Ubrałam czarną sukienkę i moją ukochaną torebkę od Prady. Do tego wybrałam obcasy, ale nie takie wysokie. Pięć centymetrów, gruby obcas, mam nadzieję, że nauczyciele nic nie powiedzą. Włosy spryskałam sprayem zwiększającym objętość i wyprostowałam je. Zeszłam na dół i wzięłam moje pyszne śniadanko. Potem poszłam po Ashley.

****************************************
 Muszę stwierdzić, że polubiłam moje własne opowiadanie (?) :) Chociaż nie jest takie jakie zakładałam, żeby było. Niektóre rzeczy robię tutaj na przekór sobie, ale tylko dlatego, żeby miało jakąkolwiek wartość :) Kolejna część rozdziału VI wkrótce. Proszę, komentujcie, bo to największa motywacja, nawet jeśli nie jest pozytywna, byle szczera. Chcę wiedzieć jakie błędy popełniam, żeby potem ich unikać, żeby opowiadanie brzmiało lepiej. Wiecie, niektórych nie zauważę, dopiero jak przeczytam ponownie po kilku dniach zauważę jakieś przejęzyczenie, literówkę, błąd. Dlatego właśnie zachęcam do komentowania, Wam będzie się lepiej czytało, a mi lepiej pisało.

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty