Rozdział VI cz.1
Wstałam około godziny 11. Musiałam odespać wszystkie wydarzenia z wczorajszego wieczoru. Obudziłam się ze znacznie lepszych humorem, trochę bardziej optymistycznym. Usiadłam na parapecie, przykryłam się kocem i rozpoczęłam czytanie książki. Od czasu do czasu spoglądałam za okno. Czułam się tak spokojnie, miałam czas, by zrobić coś w ciszy, kiedy nie goni mnie czas. Sięgnęłam po mój zeszyt i ołówek. Wszystko co wydarzyło się wczoraj popchnęło mnie do projektowania, bo tak naprawdę tylko to wyraża jaka jestem naprawdę. To forma mojego pamiętnika, tylko ja znam szyfr. Mogę poczuć się sobą, nikt mi tego nie odbierze. Spojrzałam na zegar. 12:00. Czas by się ubrać. Sięgnęłam do szafy czarne dżinsy, czarną bluzkę z czerwonymi rękawami, dopasowaną, sięgającą pięć centymetrów przed spodniami i rękawami 3/4. Na nogi założyłam zwykłe, czarne conversy. Miła odmiana. Weszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. W pierwszym momencie nie poznałam samej siebie, wyglądam w tym kolorze o niebo lepiej. Uczesałam włosy, potem lekko potargałam. Tusz, trochę kredki i blyszczyk nude. Ubrałam moją starą bransoletkę, którą dostałam od Davida na poprzednie urodziny. Srebrna z serduszkiem, nie rzucająca się w oczy. Usiadłam na rogu łóżka, gdy pomyślałam o tym, że zaraz zobaczę Michele... To odebrało mi wszystkie chęci. Spójrzmy prawdzie w oczy, nie miałam wyboru. Zamknęłam drzwi i zeszłam na dół. Nie było jej na dole co potwornie mnie ucieszyło. Przywitałam się z rodzicami.
- Jak było? - spytała mama.
- W porządku. - powiedziałam, nie chciałam opowiadać jej o tym co się wydarzyło, zmartwiłabym ją, z resztą na pewno urządziłaby wielką awanturę...
- No to fajnie. - powiedziała z uśmiechem. Tata czytał gazetę. Zjadłam kanapki i wyszłam przed dom. Usiadłam na ławce i rozmyślałam. O wszystkim. Próbowałam jeszcze raz to przeanalizować. Może wyolbrzymiam, ale jedno jest pewne, nawet jeśli wyolbrzymiam to nie czuję się z tym ok. Boję się jutrzejszego dnia w szkole.
Wróciłam do domu. Michele siedziała przed telewizorem. Udawałam, że jej nie widzę. Ona robiła to samo.
- Mamo, idę spotkać się z koleżanką. - krzyknęłam.
- Cieszę się, że tak szybko odnalazłaś się tutaj. - odpowiedziała mama.
- Mhm, też się cieszę. - powiedziałam, ale czy ja się odnalazłam? Mam taką nadzieję. Wiążę dużo nadziei z tym miejscem, ale nie wszystko jest tak piękne jak mogłoby się wydawać, muszę postarać się przymknąć oko na niektóre sprawy, jestem do niczego.
Podeszłam pod dom Jasmine, właśnie zamykała drzwi od mieszkania. Przywitałyśmy się.
- To co właściwie wczoraj się wydarzyło? - zapytała łagodnie. Nie chciałam jej tego mówić, nie chciałam robić zamieszania, ale powiedziałam. Nie mogłam dusić w sobie tego, dowód na to, że jestem egoistką.
- No więc byłam w kuchni i nagle ktoś do mnie podszedł, próbował przytulić, pocałować. Nie wiem, odwróciłam się. Oczom nie mogłam uwierzyć, to był Liam. Próbował wmówić mi, że nic nie pił, ale ja czułam od niego alkohol. Odepchnęłam go i wybiegłam stamtąd. Próbowałam wyjść z Michele, ale ona nie chciała. Upiła się prawie do nieprzytomności i prawiła mi morały, więc wyszłam. W momencie, kiedy ochłonęłam spróbowałam wejść po nią jeszcze raz, nie mogłam jej tam zostawić, bo wiem co rodzice by zrobili. Później spotkałam ciebie. - opowiadałam. Zapadła cisza. Jasmine nic nie odpowiadała przez minutę, aż w końcu się odezwała.
- Liam? Nie chce mi się w to wierzyć, ale wierzę ci. Li ostatnio się zmienił. Nie wiem co się z nim dzieje. Z resztą z Billym też coś nie tak. Chyba pamiętasz historię z Amelią. - opowiadała.
- Mhm.
- Ale proszę, nie przejmuj się, Jen. Chodźmy na jakąś dobrą kawę.
- Spróbuję. Dzięki, że potrafisz mnie wysłuchać. Nawet nie wiesz jak mi na tym zależy, tylko nie mów nikomu.
- Obiecuję i rozchmurz się. - zakończyła z uśmiechem. Najprościej jak umiałam starałam się zapomnieć. Bez skutku, ale może jednak coś pomogło. Poszłyśmy na kawę, potem usiadłyśmy na plaży. Do domu wróciłam około 20:30.
Weszłam na górę. Dokończyłam oglądanie komedii na DVD. Wzięłam prysznic i położyłam się do łóżka. Jutro bieganie, szkoła. Teraz czas na relaks. Moją nieudolną próbę uspokojenia się przerwał SMS.
*************************************************
i jak?
Wróciłam do domu. Michele siedziała przed telewizorem. Udawałam, że jej nie widzę. Ona robiła to samo.
- Mamo, idę spotkać się z koleżanką. - krzyknęłam.
- Cieszę się, że tak szybko odnalazłaś się tutaj. - odpowiedziała mama.
- Mhm, też się cieszę. - powiedziałam, ale czy ja się odnalazłam? Mam taką nadzieję. Wiążę dużo nadziei z tym miejscem, ale nie wszystko jest tak piękne jak mogłoby się wydawać, muszę postarać się przymknąć oko na niektóre sprawy, jestem do niczego.
Podeszłam pod dom Jasmine, właśnie zamykała drzwi od mieszkania. Przywitałyśmy się.
- To co właściwie wczoraj się wydarzyło? - zapytała łagodnie. Nie chciałam jej tego mówić, nie chciałam robić zamieszania, ale powiedziałam. Nie mogłam dusić w sobie tego, dowód na to, że jestem egoistką.
- No więc byłam w kuchni i nagle ktoś do mnie podszedł, próbował przytulić, pocałować. Nie wiem, odwróciłam się. Oczom nie mogłam uwierzyć, to był Liam. Próbował wmówić mi, że nic nie pił, ale ja czułam od niego alkohol. Odepchnęłam go i wybiegłam stamtąd. Próbowałam wyjść z Michele, ale ona nie chciała. Upiła się prawie do nieprzytomności i prawiła mi morały, więc wyszłam. W momencie, kiedy ochłonęłam spróbowałam wejść po nią jeszcze raz, nie mogłam jej tam zostawić, bo wiem co rodzice by zrobili. Później spotkałam ciebie. - opowiadałam. Zapadła cisza. Jasmine nic nie odpowiadała przez minutę, aż w końcu się odezwała.
- Liam? Nie chce mi się w to wierzyć, ale wierzę ci. Li ostatnio się zmienił. Nie wiem co się z nim dzieje. Z resztą z Billym też coś nie tak. Chyba pamiętasz historię z Amelią. - opowiadała.
- Mhm.
- Ale proszę, nie przejmuj się, Jen. Chodźmy na jakąś dobrą kawę.
- Spróbuję. Dzięki, że potrafisz mnie wysłuchać. Nawet nie wiesz jak mi na tym zależy, tylko nie mów nikomu.
- Obiecuję i rozchmurz się. - zakończyła z uśmiechem. Najprościej jak umiałam starałam się zapomnieć. Bez skutku, ale może jednak coś pomogło. Poszłyśmy na kawę, potem usiadłyśmy na plaży. Do domu wróciłam około 20:30.
Weszłam na górę. Dokończyłam oglądanie komedii na DVD. Wzięłam prysznic i położyłam się do łóżka. Jutro bieganie, szkoła. Teraz czas na relaks. Moją nieudolną próbę uspokojenia się przerwał SMS.
*************************************************
i jak?
Komentarze
Prześlij komentarz