Rozdział VIII

     Nie wiem jak ani kiedy znalazłam się w swoim łóżku. Postanowiłam, że od razu zabiorę się do pracy. W głowie walały się miliony pomysłów. Takiej szansy NIE MOGĘ zmarnować, nie obiecuję sobie, że wygram, ale dam z siebie wszystko. Wybrałam najlepsze według mnie projekty, dodałam kilka nowych. Wszystko płynące prosto z serca, wszystkie emocje, uczucia, przeszłość...Wypełniłam zgłoszenie i dodałam jeden z moich projektów w wersji namacalnej - własnoręcznie uszyta sukienka. Jutro wstępnie oceni je pani, potem - mam nadzieję - wyślę to do Nowego Jorku. Ściągnęłam szlafrok, ubrałam czarny top, dżinsy i czarne botki, na ręce zapięłam delikatną srebrną bransoletkę, którą dostałam od babci i dziadka w poprzednie święta. Miałam ochotę na przejażdżkę do centrum, ale wolałam posiedzieć przed telewizorem. Jakoś ostatnio nie miałam na nic czasu. Słońce zaglądało przez okna, a wraz z każdym blaskiem słońca powracały do mnie wspomnienia poprzedniej nocy. Radość mnie rozpiera - wydarzyło się to o czym od dawna - a przynajmniej w podświadomości - marzyłam i w każdym momencie, kiedy starałam się myśleć inaczej - oszukiwałam się. To przykre, a nawet bardzo przykre nie być szczerym ze sobą samym, ale bardziej boli mnie to, że przez moje zachowanie (chociaż nieumyślne) zraniłam przyjaciela. Zraniłam kogoś, na kim strasznie mi zależy, na kim mogę (a może mogłam) polegać od samego początku. No nie, jestem strasznie głupia. Najbardziej boli mnie to, że on o tym wiedział, widział moje kłamstwa, widział jak go oszukuję, udając, że wszystko jest ok, a co jeśli teraz ich przyjaźń zawiśnie na włosku? A to wszystko przez najbardziej nieodpowiedzialną i głupią Jennifer Banks, która przyjechała z drugiego końca kraju i wszystko rozwaliła, doszczętnie. Jest mi wstyd. Sama się przed nim upokorzyłam, jakbym tego chciała, ale nie chodzi mi tylko o upokorzenie, bo JA GO ZRANIŁAM, JA - JENNIFER BANKS. Za każdym razem, kiedy to robiłam, raniłam go jeszcze bardziej, bo z kłamstwa na kłamstwo brnęłam w to głębiej. JESTEM OKROPNA. Lepiej, żebym wygrała. Wyjadę stąd, oni o mnie zapomną, wszystko wróci do normy. Byłam egoistką, cieszyłam się, że tu jestem, niestety - kosztem innych.
     Próbując zapomnieć, położyłam się z laptopem na łóżku i odpaliłam facebook'a. Zostałam oznaczona na 30 zdjęciach - OD WCZORAJ. Czy to  był zlot jakichś chrzanionych paparazzi czy pomyliłam imprezy? Okej, nie mogłam pomylić, bo ON tam był i mówił, że to jego impreza i robił jeszcze kilka rzeczy. No dobra, wracając do meritum - kto tam robił zdjęcia?! Hm... Janet Astely, Amber Booly, Tina Osmen, Jack Aderson, Patrick Black, Justin Emerson, Matt Oders, Marie Allison, Brandon Sentestil - czyli ludzie, których ledwo co pamiętam ze szkoły, ludzie, którzy dodawali zdjęcia ze mną, zdjęcia, na których wyglądamy jak najlepsi przyjaciele wspólnie uśmiechający się do zdjęć... Porażka, ja tych ludzi nie znam, A ONI DO MNIE PISZĄ. To jedna wielka katastrofa - ja NIC nie pamiętam z tamtych kilku godzin, szkoda, że pamiętam co się działo chwilę prędzej, wolałabym nie pamiętać. Teraz dostaję jeszcze na telefon dostaję wiadomość od Billy'ego:
- Spotkamy się? :D - on się pyta, czy się spotkamy! Nie udaje, że zapomniał! Jestem taka szczęśliwa.
- Jasne. - odpowiedziałam najkrócej jak się dało.
- 17:00 pod ArcLight? - zapytał. Czy ja śnię? On zaprasza mnie na randkę?
- OK. :) - odpowiedziałam z prędkością światła.
    Spotkaliśmy się.
- Miło mi cię widzieć - powiedział uśmiechając się nieco niepewnie.
- Wzajemnie. Na co idziemy? - zapytałam piskliwym głosem. Skąd on się wziął.
Rozmowa się kleiła, nie musiałam się obawiać. Gadaliśmy o kinie, futbolu, podróżach, szkole (zgadzam się - głupi temat). Było naprawdę przyjemnie.
- Fajnie, że przyjechałaś tutaj, do LA. - o nie, temat, który TO rozpoczął. - Gdyby nie to, nie poznalibyśmy się.
- To prawda.
- Tworzymy naprawdę zgraną paczkę, ale to co wydarzyło się wczoraj... Nie chciałbym, żeby wszystko było po staremu, bo... JA CIĘ KOCHAM. - on to powiedział!!!!! On powiedział, że mnie kocha. KOCHA MNIE, a  wszystko stało się nagle, no dobra, podobał mi się od początku, sposób w jaki zachowywał się, mówił, uśmiechał się, przez ten dość krótki czas odkąd go poznałam, no bo mieszkam tu krótko, a on mówi, że mnie kocha, a najgorsze jest to, że ja chyba to odwzajemniam - to uczucie.
- Billy... - powiedziałam cicho, by uniknąć efektu kurczaka. - ...ja... - chciałam powiedzieć, że ja też go kocham, ale czy mówi to na serio, czy przemyślał to, czy myślał o tym? A może tak tylko palnął, ale on zrobił coś, by mi przeszkodzić - pocałował mnie, aż nogi mi zmiękły, jakby ktoś mi coś wstrzyknął jak w tych serialach kryminalnych, gdzie ścigają mordercę, ale główna bohaterka - agentka - chce dorwać tego drania, który zabił jej ukochanego (ale tylko ona o tym wie, bo  przypomniało jej się jak ten 'profesjonalista' ucieka, ale ona widzi jego rękę, na której ma tatuaż i potem oglądając jego zdjęcia z kartoteki policyjnej zauważa ten tatuaż na jego przedramieniu i już wie, kto zabił jej narzeczonego, z którym tydzień później miała brać ślub i już kupiła bilety lotnicze całej rodzinie...) i wtedy trafia na jego trop i chce go zabić, by pomścić śmierć Jamesa (bo jej ukochany miał na imię James), ale jej wspólnik z pracy (który ją kocha, ale ona o tym nie wie) też trafia na jego trop i dzwoniąc do niej orientuje się, że ona pojechała go zabić (bo zabił Jamesa), o czym dowiaduje się przez przypadek i jedzie do tego kryminalisty złapać go, zanim tamten zrobi jej krzywdę i... (już zaraz koniec!) zakrada się do niej, by ją spacyfikować (dla jej dobra, bo przecież ten morderca mógłby ją zabić). No więc, tak właśnie się czułam.
- Idziesz z nami jutro na pizzę? - zapytał odrywając usta od moich.
- Z nami? - spytałam.
 - No z nami, całą paczką... Jasmine, Monicą, Liamem i Ash. To chyba logiczne.
- No w zasadzie logiczne. - odpowiedziałam, starając się zamaskować moje emocje, przecież Liam mnie zabije, on mnie nienawidzi. Pewnie oślepi mnie kawałkiem pizzy, a potem dźgnie nożem. - RATUNKU, ZWARIOWAŁAM.
     Mijały dni, tygodnie, minęły w zasadzie już dwa miesiące odkąd jesteśmy razem, a wtedy na pizzy to Liam udawał, że wszystko jest w porządku. Nawet mnie zagadywał. Jakby nigdy nic. W sumie to chyba naprawdę nie żywi do mnie aż takiej urazy, jak myślałam. Wiem, bo tydzień później jak gadaliśmy powiedział mi, że nie chce wracać do tego co było na imprezie i chce nadal się przyjaźnić - z taką tępą idiotką Jen. - dobra, tego nie dodał.
      - Twój tata jest prawnikiem, Jen, prawda? - pewnego dnia spytał Billy.
- Tak, a czemu o to pytasz? - odpowiedziałam trochę zdziwiona, no bo po co Billy o to pyta? W sumie też jestem ciekawa kim są jego rodzice (mama chyba ma jakiś sklep z meblami i dodatkami do domu w stylu vintage, a tata nie wiem, Jasmine kiedyś wspominała, że jest muzykiem).
- Tak tylko pytam.


Komentarze

Popularne posty