Rozdział V cz.3
Obudziłam się. Wyjrzałam przez okno.
- Piękna, słoneczna pogoda. - powiedziałam sama do siebie. Po chwili uświadomiłam sobie, że dziś nie idę do szkoły. Odpoczynek. Cudowny i uzdrawiający odpoczynek. Dziś impreza. Otworzyłam szafę. Wybrałam rurki i luźny bladoróżowy top do pępka. Wyprostowałam włosy, spojrzałam w lustro. Zobaczyłam w nim mega przeciętną nastolatkę, nie chcę tak wyglądać. W sercu jestem indywidualistką, w głowie mam miliony pomysłów na suknie haute couture, a na zewnątrz jestem taka... taka nijaka. Spojrzałam na moje włosy. Popielaty blond. Nigdy ich nie lubiłam, ale teraz ich nienawidzę. Ubrałam się do końca i wskoczyłam na hulajnogę. Pojechałam pierwszej, lepszej drogerii po rozjaśniacz do włosów. Wróciłam do domu.
- Mamo... - zawołałam.
- Ciszej, ciszej, Jen. - powiedziała mama siedząca przy stole w szlafroku, popijając kawę.
- Chcę rozjaśnić sobie włosy.
- Hm... - powiedziała mama z zastanowieniem. -... jesteś tego pewna, masz bardzo ładne włosy.
- Mamo, nie są ładne. Jestem pewna, że chcę je zmienić. Mogę? - spytałam.
- No dobra.
- Kupiłam już farbę.
- Już? Dopiero co ci pozwoliłam.
- Przepraszam. To włosy zróbmy może przed imprezą, hm? Za godzinę jadę do kolegi, który pomoże mi z matmą.
- Czy to ten Liam? - spytała mama.
- Nie, mamo. Uwierz mi, nie chciałabyś, żeby mi pomagał z matematyką. Jadę do Billy'ego. On jest chyba najlepszym uczniem w klasie. - opowiedziałam. Zauważyłam, że mama odetchnęła. No w sumie zabrzmiało jakby był kujonem, może dlatego mama jest spokojna, ale ja wcale nie czuję takiego spokoju. Na samą myśl o nim mam dreszcze. Nie wiem czemu, po prostu tak jest.
Wskoczyłam na górę. Spakowałam się i zeszłam na dół, by zjeść kanapki.
- Hej, Jen. - powiedziała Michele.
- Cześć.
- O której impra?
- Yyy... o 17 przyjdą dziewczyny, o 19:30 wyjdziemy. - odpowiedziałam.
- Okej. - odpowiedziała Michele i weszła z kubkiem herbaty na górę. - Już wiesz w co się ubierasz? - zapytała z piętra, opierając się o drewniane belki.
- Pomyślę jak przyjdę.
- A gdzież się to panna Banks wybiera?
- Billy musi pomóc mi z matmą.
- Uuuu! Powodzenia! Jen... - powiedziała podekscytowana Michele.
- Mich. - powiedziałam, mama tylko pokiwała głową. Wyszłam z domu, by uniknąć jakichś dziwnych nieporozumień. Mama jest o wiele bardziej wyluzowana od taty. Czasami mam wrażenie, że mój tata nigdy nie był nastolatkiem, tylko od razu stał się poważnym dorosłym człowiekiem albo dzieckiem, które już w kołysce marzyło, by dostać się na studia prawnicze. To nienormalne.
Poszłam na przystanek autobusowy. Spojrzałam na zegarek.
- Może się nie spóźnię. - pomyślałam i wsiadłam do autobusu. Wysiadłam po 15 minutach i poszłam w stronę do Billy'ego. Oczywiście z mapą. Totalnie nie wiem gdzie co jest. Jakoś odnalazłam jego dom. Był położony w bardzo przyjaznej, jak na pierwszy rzut oka okolicy. Zobaczyłam jego drzwi. Podeszłam bliżej. Wzięłam głęboki oddech.
- Spokojnie, to tylko matematyka. - powiedziałam sobie po cichu. Tylko, że to wcale nie ona była moim zmartwieniem. Moim zmartwieniem, jeśli można tak powiedzieć był Billy. Wzięłam głęboki oddech po raz drugi i zadzwoniłam do drzwi. Otworzyła mi jakaś dziewczyna. Była może w wieku Michele. Wysoka jak modelka, miała brązowe oczy i czekoladowe włosy do ramion. Uśmiechnęła się.
- Cześć. - powiedziała.
- Cześć. Ja... ja... przyszłam do Billy'ego. - odpowiedziałam. Ona uśmiechnęła się i zawołała go. Billy zszedł z piętra, ubrany był w opinający jego mięśnie t-shirt, koszulę w kratę i dżinsy. Włosy miał lekko potargane, ale tak fajnie potargane.
- Hej. Masz książki? - spytał.
- Hej. No oczywiście, że mam. - odpowiedziałam.
Weszliśmy na górę. On wszystko mi tłumaczył. Szybko pojęłam, nawet szybko. Wybiła 15:00. Do drzwi zadzwonił dzwonek. Usłyszałam głos tej dziewczyny.
- Billy! Wychodzę. - krzyknęła.
- To twoja siostra? - spytałam.
- Tak, to Olivia. Chcesz coś do picia? - spytał.
- Nie, dzięki. W zasadzie to powinnam się już zbierać. - odpowiedziałam.
- Okej. - powiedział.
Ubrałam buty i zeszłam na dół, a on odprowadził mnie do drzwi.
- Do zobaczenia na imprezie. - powiedział na pożegnanie.
- Do zobaczenia.
Wyszłam, a on zamknął drzwi. Było nawet fajnie, ale nie wiem czego się obawiałam. Było w porządku, normalnie. Wydaje się być dość tajemniczy, trochę nieśmiały...
Doszłam do przystanku. Pojechałam do domu. Było już po 16. Mamy nie było. W domu byłyśmy same z Michele.
- Mama wspominała, że chcesz rozjaśnić włosy... - zaczęła Mich.
- Tak... Masz może ochotę mi pomóc? - zaproponowałam.
Poszłyśmy do łazienki. Byłam trochę przerażona radykalną zmianą, ale chciałam tego. Skoro coś radykalnie zaczynam, to i tak zakończę. Teraz jest czas na zmiany. Wysuszyłam je suszarką. Spojrzałam w lustro z lekkim strachem, ale otworzyłam szerzej oczy. Na taki efekt czekałam. Czuję się lepiej, od razu. Mam ochotę tańczyć, śpiewać. Cudownie. Idealnie. Pięknie. Wiem, nie jestem zbyt skromna, ale nie mogę poskromić mojej radości. Czuję się tak pewnie. Z Michele zjadłyśmy obiad, który zostawili rodzice.
- Gdzie są rodzice, tak w ogóle? - zapytałam siostrę.
- Pojechali gdzieś, chyba do jakiegoś marketu. Wspominali coś o tym, że... w związku z tym, że wychodzimy obejrzą sobie jakieś filmy czy coś w tym stylu. - ciągnęła Michele.
Zalogowałam się na chwilę na fejsie. Przejrzałam tablicę. Potem weszłam na twittera. Beyonce ogłosiła nową trasę i da koncert w LA. Wow. Zawsze chciałam iść na jej koncert, szkoda tylko, że wydałam całe kieszonkowe. Kątem oka spojrzałam na zegarek, na monitorze. 17:00. Chwilę później usłyszałam dzwonek do drzwi. Były to dziewczyny.
- Cudowne włosy, Jen. - powiedziała Monica.
- Hej. Miło mi Was widzieć i dzięki.
- No, jestem pod wrażeniem. - dodała Ashley.
- Strasznie ci pasują. - zakończyła Jasmine.
Stroiłyśmy się godzinę. Ubrałam skórzaną spódnicę, zaczynała się nad pępkiem i kończyła w połowie uda, do tego wybrałam czarne szpilki z małymi zdobieniami, wyglądały jak buty od jakiegoś znanego projektanta, ale były z sieciówki. Prawdziwe perełki. Założyłam do tego top. Trochę elegancki, biały. Włosy wyprostowałam, lekko potargałam, zrobiłam czarne smoky eyes, nałożyłam błyszczyk w kolorze nude i wyszłam z łazienki.
- Wow, wyglądasz jak milion dolców. - powiedziała Jasmine.
- Boskie buty. - powiedziała Ashley.
- Zgadzam się. - dodała Monica.
- Dziewczyny, dzięki. Wy też wyglądacie pięknie.
Usiadłam do biurka i pomalowałam paznokcie. Zawołałam Michele.
- Gotowa?
- Gotowa. - odpowiedziała. Wyglądała prześlicznie. W ogóle... mam bardzo ładną siostrę. Jest zgrabna, ma piękne zielone oczy i rude, miedziane włosy. Kiedy byłam mała ona zawsze miała jakiegoś chłopaka. Tyle pamiętam.
Przywitała się z dziewczynami. Zeszłyśmy na dół i wsiadłyśmy do taksówki. Gdy dojechałyśmy ujrzałam dom, ale to nie był ten sam dom. Teraz robiło się ciemno, większość świateł była zapalona, słychać było muzykę. Co chwilę ktoś otwierał drzwi, a w oknach zauważyć można było pełno bawiących nastolatków.
**********************
Jutro postaram się dodać nowy post. Będzie jak dotąd najbardziej interesujący. Mam taką nadzieję. Za wszelkie literówki czy coś to przepraszam, może coś umknęło mojej uwadze. :)
Komentarze
Prześlij komentarz