Rozdział IX cz. 1

      Poniedziałek. Wstałam. Wyszłam z domu. Pierwszy raz udało mi się zebrać tak szybko. Zero stresu. Kiedy w życiu prywatnym wszystko zmierza w dobrym kierunku, problemy, które wydawały się nie do przeskoczenia, nagle znikają. Banał, ale całkiem sensowny. Po chwili rozważań na temat ludzkiej egzystencji, dotarłam do szkoły. Przy wejściu stał bardzo przystojny chłopak, który rozmawiał z jakąś kobietą. Zajęło mi parę sekund, żeby zrozumieć kto to. Tak, to Billy, a ta kobieta to nowa nauczycielka, jej intencji zrozumieć nie potrafiłam. Z wyglądu całkiem zwyczajna, nie wygląda na kobietę, która uwodzi uczniów. To, w jakich kategoriach staram się podświadomie umieścić tę kobietę, sprawia, że zaczyna mnie niepokoić mój stan psychiczny. Jej wiek określiłabym może na trzydziestkę, całkiem młoda, do bólu przeciętna. Znowu to robię. Jednak jest coś, co z każdym krokiem wprawia mnie w coraz większe zdenerwowanie. Nie powinnam się tak zachowywać, to nie jest w porządku, ale nie mogę uciszyć głosu, który mówi mi, że coś jest nie tak. Nie wiem. Może nie do końca jestem pewna swojej pozycji, a może nie dojrzałam do tego, by obdarzyć kogoś pełnym zaufaniem. Billy naprawdę sprawia, że za każdym razem kiedy o nim pomyślę, czuję się bardzo podekscytowana. Uczucie zupełnie inne od tego, którym darzę chociażby Liama. Tutaj nie muszę się do niczego zmuszać i szukać szczęścia na siłę.
- Hej. - tylko tyle, a powiedział to tak, że zupełnie zapomniałam, o czym myślałam sekundę temu. Dał mi całusa, a jego koszula pachniała perfekcyjnie. 
- Mam nadzieję, że nie masz mi za złe ostatniego weekendu. - zaczął. 
- Dobrze wiesz, że świetnie spędziłam czas, pomagając twojej mamie przy Josephine i Timothy'm. To urocze dzieciaki, nie tylko ja tak uważam.
- Wiem, wiem... ale nadal mam wyrzuty sumienia, że nie mogliśmy spędzić tego czasu gdzieś we dwoje.
- Daj spokój. Przed nami kolejny tydzień. - odparłam z uśmiechem i poleciałam lekcje do sali na końcu korytarza.
     Nauka o sztuce, bardzo mnie interesuje, ale nawet to nie pozwoliło mi się oderwać od rzeczywistości. Przed oczami nadal miałam Billy'ego rozmawiającego z nią. Jestem nienormalna. Zmusiłam się do chwili skupienia nad poruszanym dziś tematem i jakoś zleciało. Później w wielkim, jak zwykle, pośpiechu przeżyłam trzy kolejne lekcje.
Nadeszła pora lunchu i spotkania z całą ekipą. 
- Kogo ja widzę! - krzyknęła zza stołu Ash.
- Są wyniki, kochana. Lecisz za miesiąc do Nowego Jorku. - rzuciła Monica.
Przez chwilę próbowałam sobie przypomnieć, o co chodzi. Zanim dotarło do mnie, że właśnie wracam na moje ukochane, wschodnie wybrzeże, zrozumiałam, że ostatnio moje myślenie i kojarzenie faktów (które w zasadzie powinny odgrywać w moim życiu kluczową rolę) jest nieco za wolne i powinnam coś z tym zrobić. 
- Nie wierzę. - wykrztusiłam.
- Gratulacje! Wiedziałam, że ci się uda. - powiedziała Jasmine, po czym cała trójka rzuciła mi się na szyję. To było całkiem miłe. Zdziwiło mnie tylko, że Ashley zmieniła perfumy, czego nigdy nie robi. Nie czułam już Balenciagi, a zupełnie inną, znajomą nutę. Całkiem możliwe, że to Chloe. Moje myśli przerwało jednak zawołanie dochodzące z oddali.
- A co wy takie wesołe? - spytał Billy, popijając super-niezdrową colę.
- Jen leci do Nowego Jorku na staż! - zawołała Jasmine, zanim zdążyłam otworzyć usta.
- No proszę. - tylko tyle. Usiadł i wrócił do picia coli. Zero entuzjazmu. Zero radości z tego, że jego dziewczynie coś się udało. Od razu widziałam jego niezadowolenie. Minęło zaledwie parę godzin od naszego ostatniego spotkania, a w jego nastawieniu gigantyczna zmiana. 
     Zrobiło mi się przykro, ale nie chciałam dać po sobie poznać. Dziewczyny i tak wyczuły napiętą atmosferę. Z czasem zaczął odzywać się coraz więcej, ucieszyło mnie to, ale nadal czułam się samotna z całą myślą o wyjeździe. Nie tak sobie to wyobrażałam. 

Komentarze

Popularne posty