Rozdział V cz. 4
Wysiadłyśmy i podeszłyśmy pod drzwi. Otworzył nam Liam.
- Hej Li.
- Hej, dziewczyny. Zapraszam.
Weszłyśmy do mieszkania. Impreza dość szybko się rozkręciła. Dziewczyny poszły tańczyć, Michele zdążyła wyrwać jakiegoś chłopaka.
- Ashley, gdzie jest właściwie Alex? - zapytałam.
- Powiedział, że musi coś załatwić i trochę się spóźni. - odpowiedziała Ash, po czym odeszła. Ja usiadłam na kanapę i szukałam Billy'ego, przecież miał przyjść. Liam tańczył z jakąś dziewczyną. Po jego domu walały się puszki po piwie. Gdyby rodzice wiedzieli... Zadzwonił dzwonek do drzwi. To był Alex. Wniebowzięta Ashley porwała go na parkiet.
- Co tak siedzisz? - spytała Jasmine.
- Sama nie wiem. - odpowiedziałam po czym Jasmine pociągnęła mnie za rękę.
Muzyka była świetna, odprężyłam się całkowicie. W pewnym momencie poczułam na sobie czyiś wzrok. Kilka metrów dalej stał Billy, ale on wcale na mnie nie patrzył. Rozmawiał z Liamem. Wzięłam głęboki oddech. Nie mogę nim się tak przejmować. Wróciłam do tańca. To było czyste szaleństwo. Było świetnie. Gdy nadeszła wolna piosenka usiadłam, musiałam trochę odpocząć, bo przez ostatnią godzinę nie schodziłam z parkietu. Poszłam do kuchni. Nalałam sobie sprite'a. Oparłam ręce o blat. W pewnym momencie poczułam, że ktoś się zbliża, ale nie zaskoczyło mnie to, bo pewnie ktoś przyszedł napić się. Wcale tak nie było. Ten ktoś dotknął moich dłoni, próbował mnie przytulić, odwróciłam się.
- Liam?! - powiedziałam głośno, prawie krzycząc.
- Tak? - powiedział przymulonym głosem.
- Jesteś pijany. Uspokój się. - powiedziałam.
- Ja? Pijany? Wydaje ci się. - próbował mnie okłamać, ale ja wyraźnie czułam od niego alkohol.
- Uspokój się, co z tobą nie tak?! - krzyknęłam i odepchnęłam go od siebie. Uciekłam z kuchni.
- Michele, idziemy! - powiedziałam donośnie, próbując przekrzyczeć muzykę.
- Ja nigdzie nie idę.- powiedziała.
- Ty też piłaś?
- Jestem dorosła. Mogę robić co chcę. Poznałaś już Ethana? - powiedziała pokazując na jakiegoś pijanego debila.
- Zamknij się i chodź, udaj, że potrafisz zachować się dorośle.
- Nie obchodzi mnie co sobie myślisz. - powiedziała krótko wracając do rozmowy z chłopakiem.
- Zawiodłam się na tobie. - powiedziałam cicho, ale do niej nic nie docierało, nawet tego nie słyszała. Wybiegłam z imprezy zatrzaskując po sobie drzwi. Niektórzy patrzyli na mnie ze zdziwieniem, inni nawet tego nie zauważyli. I dobrze, bo potem po szkole latają plotki i domysły. Po policzkach spływały mi łzy. Czułam się taka oszukana, bezradna. Moja własna siostra okazała się na maksa nieodpowiedzialna. Nie miałam ochoty myśleć, ale myśli same napływały mi do głowy. Usiadłam na krawężniku. Odwróciłam się i spojrzałam na imprezę. Otarłam łzy. Tak długo próbowałam być silna. Stara Jen po prostu wróciłaby na imprezę, udawałaby, że nic się nie stało, ale ja nie jestem już tą starą Jen. Ta nowa jest o wiele słabsza psychicznie. Nie ma prawdziwego przyjaciela. Może dziewczyny, by mnie wysłuchały, ale nie mam zamiaru błagać je na kolanach. One teraz się bawią, a ja nie jestem księżniczką wokół, której kręci się wszystko.
Zaczęłam płakać jeszcze mocniej, ale otarłam łzy, próbując odnaleźć w sobie odwagę, siłę. Wstałam, spojrzałam się w lusterko, które trzymałam w torebce. Już miałam dzwonić po taksówkę, ale przypomniałam sobie o mojej siostrze. Mimo, że aktualnie nie mam zamiaru na nią patrzeć, muszę uratować jej tyłek przed rodzicami, no bo jaka będzie ich reakcja jeśli zobaczą, że wracam sama jeszcze przed północą. Nawet ona nie zasługuje na takie piekło jakie załatwi jej tata, ale przecież ONA JEST DOROSŁA, niech sobie radzi sama i poniesie konsekwencje. Zawahałam się chwilę. Bez wyraźnych chęci wróciłam na teren jego ogródka, weszłam, drzwi były otwarte. Chodziłam zdenerwowana po mieszkaniu, znalazłam ją. Siedziała na kanapie, sama. W zasadzie to zasypiała na niej. Szturchnęłam ją, pociągnęłam za rękę i wyszłam z imprezy. Za mną przybiegła Jasmine.
- Co się stało, Jen? Płakałaś? - spytała przerażona.
- Nieważne. - powiedziałam próbując zbić ją z tropu, ale chyba mi się nie udało. Zawsze jak dziewczyny mówią nieważne to znaczy, że to sprawa nadzwyczaj ważna.
- Nie chcesz? Nie mów. - powiedziała cicho czekając aż coś powiem.
- Nie chcesz wiedzieć. Po prostu. - odpowiedziałam równie cicho, prawie szeptem. - Po prostu chcę wrócić do domu. Jak mam stąd ją zabrać? Jest prawie nieprzytomna, rodzice nie mogą zobaczyć ją w takim stanie.
- Umm... Może niech trochę wytrzeźwieje, potem pojedziemy taksówką.
- Pojedziemy?
- Tak, ta impreza to totalny niewypał. Monica i Ashley bawią się gdzieś u Liama, a ja snułam się cały czas po domu i zastanawiałam się gdzie jesteś, bo nie chciałam tam dłużej zostać.
- Kto przyniósł tam ten cholerny alkohol?
- Steve, Jack i inni z drużyny futbolowej.
- Oni? Myślałam, że Liam ich raczej unika.
- Nie lubi ich, ale wiesz oni przynoszą piwo, a on wpuszcza ich na imprezę.
- Nie spodziewałabym się tego po nim jeszcze wczoraj.
- Wczoraj? A co się takiego wydarzyło? Jen? Czy to chodzi o Liama?
- Powiedzmy.
- Powiedzmy... Jakaś małomówna jesteś. - powiedziała i pokiwała głową .
- Może. - powiedziałam, po czym wsiadłyśmy do taksówki.
- Billy cię szukał. - powiedziała przerywając ciszę.
- Czemu? - spytałam nie dając żadnych oznak, że mnie to interesuje. Jas wzruszyła ramionami dając mi znak, że nie ma pojęcia.
- Hm... - mruknęłam pod nosem. Nie wiedziałam czemu, pewnie już się nie dowiem. Będę robić sobie nadzieję domysłami, ale okaże się, że chodzi o najzwyczajniejszą sprawę na świecie. To wszystko jest takie trudne.
Wysiadłyśmy z taksówki.
- Jen, cokolwiek się wydarzyło. Możesz mi powiedzieć. - powiedziała Jasmine.
- Rozumiem, dzięki. Spotkajmy się może jutro po 14:30 pod moim domem. Pójdziemy gdzieś do miasta, ale ty musisz prowadzić, bo ja za bardzo się tu nie odnajduję.
- W porządku. Trzymaj się Jen.
- To do zobaczenia. - uśmiechnęłam się, chociaż nie miałam ochoty na uśmiechanie się.
Weszłam do domu. Rodzice przysypiali, chyba nie zorientowali się, że coś nie tak. Gdy tylko weszłyśmy na górę pobiegłam do mojego pokoju. Wzięłam kąpiel na uspokojenie. Mimo wszystko płakałam, każda myśl o tym wieczorze wzruszała mnie, byłam rozdrażniona. Zależy mi na nim. Zależy mi na Liamie, nie wiem w jaki sposób, po prostu zależy, nie chcę go stracić, ale czuję do niego obrzydzenie i nie chcę o nim myśleć.
- Hej Li.
- Hej, dziewczyny. Zapraszam.
Weszłyśmy do mieszkania. Impreza dość szybko się rozkręciła. Dziewczyny poszły tańczyć, Michele zdążyła wyrwać jakiegoś chłopaka.
- Ashley, gdzie jest właściwie Alex? - zapytałam.
- Powiedział, że musi coś załatwić i trochę się spóźni. - odpowiedziała Ash, po czym odeszła. Ja usiadłam na kanapę i szukałam Billy'ego, przecież miał przyjść. Liam tańczył z jakąś dziewczyną. Po jego domu walały się puszki po piwie. Gdyby rodzice wiedzieli... Zadzwonił dzwonek do drzwi. To był Alex. Wniebowzięta Ashley porwała go na parkiet.
- Co tak siedzisz? - spytała Jasmine.
- Sama nie wiem. - odpowiedziałam po czym Jasmine pociągnęła mnie za rękę.
Muzyka była świetna, odprężyłam się całkowicie. W pewnym momencie poczułam na sobie czyiś wzrok. Kilka metrów dalej stał Billy, ale on wcale na mnie nie patrzył. Rozmawiał z Liamem. Wzięłam głęboki oddech. Nie mogę nim się tak przejmować. Wróciłam do tańca. To było czyste szaleństwo. Było świetnie. Gdy nadeszła wolna piosenka usiadłam, musiałam trochę odpocząć, bo przez ostatnią godzinę nie schodziłam z parkietu. Poszłam do kuchni. Nalałam sobie sprite'a. Oparłam ręce o blat. W pewnym momencie poczułam, że ktoś się zbliża, ale nie zaskoczyło mnie to, bo pewnie ktoś przyszedł napić się. Wcale tak nie było. Ten ktoś dotknął moich dłoni, próbował mnie przytulić, odwróciłam się.
- Liam?! - powiedziałam głośno, prawie krzycząc.
- Tak? - powiedział przymulonym głosem.
- Jesteś pijany. Uspokój się. - powiedziałam.
- Ja? Pijany? Wydaje ci się. - próbował mnie okłamać, ale ja wyraźnie czułam od niego alkohol.
- Uspokój się, co z tobą nie tak?! - krzyknęłam i odepchnęłam go od siebie. Uciekłam z kuchni.
- Michele, idziemy! - powiedziałam donośnie, próbując przekrzyczeć muzykę.
- Ja nigdzie nie idę.- powiedziała.
- Ty też piłaś?
- Jestem dorosła. Mogę robić co chcę. Poznałaś już Ethana? - powiedziała pokazując na jakiegoś pijanego debila.
- Zamknij się i chodź, udaj, że potrafisz zachować się dorośle.
- Nie obchodzi mnie co sobie myślisz. - powiedziała krótko wracając do rozmowy z chłopakiem.
- Zawiodłam się na tobie. - powiedziałam cicho, ale do niej nic nie docierało, nawet tego nie słyszała. Wybiegłam z imprezy zatrzaskując po sobie drzwi. Niektórzy patrzyli na mnie ze zdziwieniem, inni nawet tego nie zauważyli. I dobrze, bo potem po szkole latają plotki i domysły. Po policzkach spływały mi łzy. Czułam się taka oszukana, bezradna. Moja własna siostra okazała się na maksa nieodpowiedzialna. Nie miałam ochoty myśleć, ale myśli same napływały mi do głowy. Usiadłam na krawężniku. Odwróciłam się i spojrzałam na imprezę. Otarłam łzy. Tak długo próbowałam być silna. Stara Jen po prostu wróciłaby na imprezę, udawałaby, że nic się nie stało, ale ja nie jestem już tą starą Jen. Ta nowa jest o wiele słabsza psychicznie. Nie ma prawdziwego przyjaciela. Może dziewczyny, by mnie wysłuchały, ale nie mam zamiaru błagać je na kolanach. One teraz się bawią, a ja nie jestem księżniczką wokół, której kręci się wszystko.
Zaczęłam płakać jeszcze mocniej, ale otarłam łzy, próbując odnaleźć w sobie odwagę, siłę. Wstałam, spojrzałam się w lusterko, które trzymałam w torebce. Już miałam dzwonić po taksówkę, ale przypomniałam sobie o mojej siostrze. Mimo, że aktualnie nie mam zamiaru na nią patrzeć, muszę uratować jej tyłek przed rodzicami, no bo jaka będzie ich reakcja jeśli zobaczą, że wracam sama jeszcze przed północą. Nawet ona nie zasługuje na takie piekło jakie załatwi jej tata, ale przecież ONA JEST DOROSŁA, niech sobie radzi sama i poniesie konsekwencje. Zawahałam się chwilę. Bez wyraźnych chęci wróciłam na teren jego ogródka, weszłam, drzwi były otwarte. Chodziłam zdenerwowana po mieszkaniu, znalazłam ją. Siedziała na kanapie, sama. W zasadzie to zasypiała na niej. Szturchnęłam ją, pociągnęłam za rękę i wyszłam z imprezy. Za mną przybiegła Jasmine.
- Co się stało, Jen? Płakałaś? - spytała przerażona.
- Nieważne. - powiedziałam próbując zbić ją z tropu, ale chyba mi się nie udało. Zawsze jak dziewczyny mówią nieważne to znaczy, że to sprawa nadzwyczaj ważna.
- Nie chcesz? Nie mów. - powiedziała cicho czekając aż coś powiem.
- Nie chcesz wiedzieć. Po prostu. - odpowiedziałam równie cicho, prawie szeptem. - Po prostu chcę wrócić do domu. Jak mam stąd ją zabrać? Jest prawie nieprzytomna, rodzice nie mogą zobaczyć ją w takim stanie.
- Umm... Może niech trochę wytrzeźwieje, potem pojedziemy taksówką.
- Pojedziemy?
- Tak, ta impreza to totalny niewypał. Monica i Ashley bawią się gdzieś u Liama, a ja snułam się cały czas po domu i zastanawiałam się gdzie jesteś, bo nie chciałam tam dłużej zostać.
- Kto przyniósł tam ten cholerny alkohol?
- Steve, Jack i inni z drużyny futbolowej.
- Oni? Myślałam, że Liam ich raczej unika.
- Nie lubi ich, ale wiesz oni przynoszą piwo, a on wpuszcza ich na imprezę.
- Nie spodziewałabym się tego po nim jeszcze wczoraj.
- Wczoraj? A co się takiego wydarzyło? Jen? Czy to chodzi o Liama?
- Powiedzmy.
- Powiedzmy... Jakaś małomówna jesteś. - powiedziała i pokiwała głową .
- Może. - powiedziałam, po czym wsiadłyśmy do taksówki.
- Billy cię szukał. - powiedziała przerywając ciszę.
- Czemu? - spytałam nie dając żadnych oznak, że mnie to interesuje. Jas wzruszyła ramionami dając mi znak, że nie ma pojęcia.
- Hm... - mruknęłam pod nosem. Nie wiedziałam czemu, pewnie już się nie dowiem. Będę robić sobie nadzieję domysłami, ale okaże się, że chodzi o najzwyczajniejszą sprawę na świecie. To wszystko jest takie trudne.
Wysiadłyśmy z taksówki.
- Jen, cokolwiek się wydarzyło. Możesz mi powiedzieć. - powiedziała Jasmine.
- Rozumiem, dzięki. Spotkajmy się może jutro po 14:30 pod moim domem. Pójdziemy gdzieś do miasta, ale ty musisz prowadzić, bo ja za bardzo się tu nie odnajduję.
- W porządku. Trzymaj się Jen.
- To do zobaczenia. - uśmiechnęłam się, chociaż nie miałam ochoty na uśmiechanie się.
Weszłam do domu. Rodzice przysypiali, chyba nie zorientowali się, że coś nie tak. Gdy tylko weszłyśmy na górę pobiegłam do mojego pokoju. Wzięłam kąpiel na uspokojenie. Mimo wszystko płakałam, każda myśl o tym wieczorze wzruszała mnie, byłam rozdrażniona. Zależy mi na nim. Zależy mi na Liamie, nie wiem w jaki sposób, po prostu zależy, nie chcę go stracić, ale czuję do niego obrzydzenie i nie chcę o nim myśleć.
Komentarze
Prześlij komentarz