Rozdział V cz.2

     Wstałam z uśmiechem na twarzy, a to raczej u mnie niespotykane. Trochę jak w tandetnej reklamie, ale jak się nie uśmiechać.
- Nigdy nie uważałam, że moje życie tak się zmieni. Nie narzekałam na życie w Bostonie. Ogólnie było całkiem w porządku. Szkoda tylko, że musiałam odciąć się od osób, które uważałam za przyjaciół. Odciąć? Przecież to oni się ode mnie odcięli, a nawet okłamywali. Czy tak zachowują się przyjaciele? Czy to normalne, że chłopak robi coś takiego?! Nie mam do niego żalu o to, że znalazł sobie nową dziewczynę, ale on pokazywał mi z każdym dniem jak bardzo jej nie cierpi. Mówił, że zawsze będzie o mnie pamiętał, że będzie tęsknił. Czy tęskni? Tego nie jestem pewna. Kiedyś bym po prostu go zapytała, traktowałam go jak przyjaciela, a on najprościej w świecie o mnie zapomniał. Brakuje mi tego uczucia, które towarzyszyło mi przy każdym jego spojrzeniu na lekcjach. Zawsze rozmawiał ze mną o wszystkim. Czułam się tak cudownie. Wzbudził we mnie poczucie zaufania, a teraz wszystko odeszło w zapomnienie. Dlatego czuję pustkę, ale może nie warto się tym przejmować. Przykro mi, tylko tyle. Nie oczekuję na magiczny cud. Dobrze wiem, że nie zadzwoni. 'To coś' już się wypaliło, może i dobrze. To już koniec starego rozdziału i dlatego ta przeprowadzka jest wspaniała, bo teraz na wszystko mogę spojrzeć obiektywnie, to zimny prysznic. Jestem teraz bardziej uprzedzona do ludzi, bo ludzie potrafią ranić, a ja jako normalny człowiek próbuję nie popełnić tego samego błędu po raz drugi. Jedynymi osobami, na które zawsze liczyć są moi rodzice i Michele. To wiem na pewno... Chociaż, gdy pomyślę o Monice, Jasmine czy Ashley to wydaje mi się, że są mega w porządku, oby to nie były tylko pozory, ale przecież nie mogą być, to by mi do nich nie pasowało, w ciągu kilku dni wzbudziły we mnie sporo zaufania, podobnie Liam. Billy... no właśnie tutaj daję wielki znak zapytania. Jest sympatyczny, inteligentny i tajemniczy. Co łączy go z Liamem? Co sprawia, że są takimi kumplami? Są skrajnie różni - rozmyślałam, moją refleksyjną pobudkę przerwał fakt, że powinnam być już ubrana w strój sportowy.
     Gdy zreflektowałam się, która godzina zrobiłam sobie małą rozgrzewkę biegnąc w stronę łazienki. Spięłam włosy w koka. W pośpiechu zjadłam kanapkę i wyszłam z domu. Ash już czekała. Zrobiłyśmy sobie małą rozgrzewkę, po czym zabrałyśmy się do biegania. Tym razem szło mi trochę lepiej. Pół godziny później wróciłam do domu. Wzięłam prysznic i ubrałam białą bluzę, dżinsową spódnicę przylegającą do ciała, przepasałam na biodrach koszulę, dobrałam nike'i, snapback i czarny plecak, zrobiłam sobie do szkoły sałatkę i dwa tosty z pomidorem i oregano. Rodzice i Michele jeszcze spali, więc zamknęłam dom i wyszłam do szkoły. Pierwsza matematyka... Dostałam jedynkę, wspaniale, po prostu świetnie. Billy zaproponował pomoc z matmą. Ucieszyłam się i jednocześnie mega spięłam.
- Jasne, dzięki. - próbowałam powiedzieć z naturalnością, wyszło dziwnie. Potem był WF. Grałyśmy w piłkę nożną, byłam trochę wykończona bieganiem, ale czy to obchodzi nauczycieli? NIE. Musiałam dać z siebie 100%, bo było zaliczenie. W stanie totalnego zmęczenia udałam się na francuski. Chociaż tam było spokojnie. Ciszę przerywał tylko donośny głos nauczycielki i szeleszczące kartki Vouge'a.
- Czy ja ci przeszkadzam, Ashley? - zapytała nauczycielka.
- Nie, nie...  - odpowiedziała cichym, speszonym głosem Ash.
- Oddaj mi ten magazyn.
- Ee... Przepraszam, już go chowam. - powiedziała Ash, a nauczycielka tylko pokiwała palcem. Zadzwonił dzwonek. Poszliśmy na stołówkę. Byli wszyscy oprócz Ashley. Zauważyłam ją w oddali, idącą z tajemniczym przystojniakiem w stronę naszego stolika. Wszystkie oczy skierowane na nich. Poważnie. Nie widziałam nigdy takiego zdumienia w oczach tych wszystkich ludzi. Ashley podeszła z Alexem do stolika. Przedstawiła go nam, udając, że nie mówiła nam nic o nim prędzej. Chłopak usiadł z nami do stołu. Sytuacja była trochę spięta, chłopcy gadali z nim o muzyce, Ashley się w niego wpatrywała się w Alexa, wysłuchiwała ich rozmowy i od czasu do czasu wtrąciła kilka zdań. Monica rozmawiała z Jasmine o ochronie zagrożonych gatunków zwierząt w Azji, a ja jadłam tosty, trochę się nudziłam, wsłuchiwałam się trochę w rozmowę chłopców i zerkałam na zegarek. Ze snu w jaki zapadałam wybudziły mnie słowa Liama:
- Pomożesz mi w przygotowaniach dziś po szkole?
- Jasne, czemu nie. - odpowiedziałam. Zadzwonił dzwonek. Alex poszedł na lekcje muzyki. Tyle udało mi się wywnioskować z ich rozmowy. Chodzi do klasy muzycznej. Jest w starszej klasie. Zebraliśmy wszystko ze stołu. Poszliśmy na lekcje. Przede mną siedział Billy. Pachniał perfumami. Bardzo ładnie, chociaż miałam mieszane uczucia. Tego zapachu zawsze używał David, przywodził mi na myśl miłe wspomnienia, ale przypominał mi też o rozstaniu, uświadamiał mi, że nastąpił koniec. W pewnym momencie poczułam dziwny dreszcz.
- Wszystko okej? - zapytała Jasmine.
- Mhm. - powiedziałam. Zaczęłam słuchać pani. Jones, ale myślami byłam gdzie indziej. Lekcje się skończyły. Z Liamem pojechaliśmy do marketu. Kupiliśmy kilka butelek fanty, coli.
     Pomogłam mu dobrać menu.
- Oby to była impra stulecia. - zaczął.
- Mam taką nadzieję, od dawna nie byłam na żadnej imprezie. Przygotowałeś playlistę?
- Nie, ale jak chcesz to możemy ją zrobić razem.
- Ok. - powiedziałam krótko. Podjechaliśmy do kasy. Później pojechaliśmy do domu Liama. Przeglądaliśmy YouTube'a szukając inspiracji. Czułam takie straszne uspokojenie, cały dzień nie miałam humoru, ale Liam potrafi świetnie rozbawić. Spojrzałam na zegarek widniejący na biurku, wybiła 20, więc stwierdziłam, że powinnam iść do domu.
- Muszę już lecieć.
- Odprowadzę cię. - powiedział. Poczułam taki przyjemny dreszcz, bardzo chciałam, żeby mnie odprowadził, ale zaprzeczyłam własnym myślom.
- Nie dzięki, nie będę robić ci kłopotu. Mówiłeś, że masz dużo zadane.
- Przestań, lekcje poczekają. - powiedział z przekonaniem. Uśmiechnął się tajemniczo. Nie jestem pewna, ale chyba zauważył, że zależy mi na tym, żeby mnie odprowadził.
- Skoro tak uważasz, to w porządku. - powiedziałam zmieszana.
     Wyszliśmy z jego domu i szliśmy poprzez oświetlone latarniami dzielnice. Normalnie nie czułabym się tak bezpiecznie idąc sama, ale patrząc na mięśnie Liama chyba mogę być bezpieczna. Spacerując rozmawialiśmy o imprezie. Pół godziny później doszliśmy na miejsce.
- No to ja lecę. - powiedziałam.
- Wiesz co ci powiem... - odpowiedział. - ...jesteś bardzo tajemnicza. Do zobaczenia w szkole. - dodał z uśmiechem.
     Tajemnicza? Zdziwiły mnie te słowa. Weszłam do domu. Zdjęłam buty.
- Gdzie ty się podziewałaś tak długo, Jennifer? - zapytał na przywitanie tata.
- Byłam u kolegi. Robiliśmy listę piosenkę na imprezę. - wytłumaczyłam się.
- Jasne, jasne. Masz starszą siostrę, a to na pewno twój nowy chłopak, zgadłem? - powiedział.
- Tato... Przestań. Nie jestem Michele, a z resztą nawet jakbym nią była to czemu nie możesz zaufać własnej córce? Nigdy nie nadużyłam twojego zaufania, tato. Nie jestem gówniarą. - powiedziałam ostro, po czym pobiegłam do swojego pokoju, z oddali słyszałam tylko jakieś komentarze typu: "Co to za ton.". Weszłam do pokoju. Odrobiłam lekcje. Położyłam się na łóżku i rozmyślałam o słowach Liama. Nie wydaje mi się, żebym była tajemnicza, nigdy nie byłam. To był komplement czy obelga? Dlaczego tak powiedział? Czy ja wysyłam jakieś dziwne sygnały? A może to ja coś źle odbieram?

**************************************************
Wiem, że długo nic nie dodawałam, ale zbierałam wszystkie myśli i pomysły. Teraz postaram się dodać nowy post szybciej. Zachęcam do dzielenia się swoją opinią w komentarzu. :)

Komentarze

Popularne posty