Rozdział V cz.1

     Obudził mnie budzik. 5:30. Czas wstać. Weszłam nieprzytomna do łazienki. Uczesałam włosy w kitka, ubrałam strój i obuwie sportowe. Zeszłam po cichu na dół. Zjadłam płatki śniadaniowe, zrobiłam kanapki do szkoły i wyszłam. Podeszłam pod dom Ash.
- To jak? Zaczynamy? - powiedziała na przywitanie. Pokiwałam głową na tak. Ruszyłyśmy. Po 15 minutach czułam się trochę zmęczona. Nabrałam głęboki wdech i dogoniłam Ashley. Po kilku przerwach, wróciłam do domu. Wzięłam prysznic, założyłam czarne szorty, szary t-shirt i czerwoną koszulę w kratę. Dobrałam do tego czarną torbę maxi i czarne botki na małym obcasie. Lekko podkreśliłam oczy eye-linerem, tuszem, a usta błyszczykiem w kolorze nude. Włosy od ramion podkręciłam lokówką i roztrzepałam, że wyglądały naturalniej. Schowałam książki. Zeszłam na parter.
- Dzień Dobry, Jennifer. - powiedział tata wychylając się zza gazety.
- Cześć, tato.
- Jen, zostawiłam w lodówce wszystko. Poradzisz sobie? - spytała mama.
- Mamo... Oczywiście. Czemu miałabym nie umieć? Okej, ja lecę do szkoły. Papa. - powiedziałam po czym wyszłam z domu.
     Założyłam słuchawki i włączyłam The 20/20 Experience Justina Timberlake'a. Pierwsze było "Pusher love girl". Lubię tą piosenkę. Następne było "Suit&Tie" nagrane z moim ukochanym Jayem-Z. Przy "Strawberry bubblegum" zdjęłam słuchawki, bo właśnie wkroczyłam na teren szkoły.
- Hej, Jen. - powiedział znajomy mi głos.
- Cześć, Liam. - odpowiedziałam.
- Mam nadzieję, że nie zmieniłaś zdania wpadniesz na imprę. - zaczął.
- Nie zmieniłam. - powiedziałam.
- No to fajnie. - dodał. Rozmawiając weszliśmy do szkoły. Szepty i wszyscy znów się do mnie uśmiechali.
- Cześć. - mówiły osoby, które nigdy ze mną wcześniej nie zamieniły słowa. Przyzwyczaiłam się do tego, ale nadal tego nie rozumiem. Rozeszliśmy się z Liamem do swoich sal. Usiadłam na miejscu.
- Hej! - powiedziała Monica.
- Czeeeeeść! - powiedziała Jasmine.
- Hej, Jen. - powiedział Billy. Ashley pomachała.
- Siema. - powiedziałam. Odpowiedziała cała klasa. To było dość zabawne. Lekko się zaśmiałam. Zaczęła się lekcja. Z pięciominutowym spóźnieniem weszła Amelia i jej świta.
- Przepraszamy za spóźnienie. Coś nas zatrzymało. - usprawiedliwiła się za całą grupę.
- Ciekawe co... - mruknęła pod nosem pani Lopez z uśmieszkiem na twarzy. Eavse szła na przodzie, a dwie "przyjaciółeczki" za nią. Przeszły jak po wybiegu. Część klasy zmierzyła je wzrokiem. Z torebką przewieszoną na ręce szła z zadartym nosem. Spojrzała na Billy'ego, który chyba jako jedyny ją zignorował totalnie. Siadając obejrzała się przez ramię, spojrzała na mnie i zmierzyła mnie od góry do dołu. Uśmiechnęłam się sarkastycznie i spojrzałam do książki. Kiedy pani Lopez była pochłonięta opowiadaniem o skomplikowanych reakcjach chemicznych jednym uchem ją słuchałam, ale rysowałam projekty haute couture. Zerknęłam na klasę. Ashley przeglądała magazyny modowe. Jasmine patrzyła przez okno, Billy słuchał anegdot nauczycielki. Kujony robiły notatki. Monica oglądała swoje paznokcie, a inni to chyba byli totalnie nieobecni. Elisabeth rozmawiała z Samanthą. Amelia odrabiała pracę domową na angielski. Lekcja dobiegła końca. Poszłyśmy na angielski, potem była biologia. Po biologii upragniona przerwa. Wszyscy usiedliśmy do stołu.
- Właśnie... Jas, Monica, Ashley. Mama wyjeżdża do cioci Melanie na weekend. Robię niezłą imprezkę. Przyjdziecie? - spytał.
- Nie ma mowy, żeby ominęła mnie niezła imprezka! - powiedziała Monica z uśmiechem na twarzy.
- Haha, mnie też. Niezła imprezka to niezła imprezka. - dodała Ashley.
- To dobry pomysł. - podsumowała Jasmine.
- A kto przychodzi? - spytała podekscytowana Monica.
- Billy, Jennifer i jeszcze jakieś pół szkoły. - gdy opowiadał Liam na stołówce zapadła cisza. Uciszył się też Liam, bo zauważył, że jest jedynym człowiekiem mówiącym na sali. Wszyscy wstrzymali oddechy. Dlaczego? Bo stołówką przeszedł nieziemsko przystojny chłopak. Miał falowane włosy, prawie loczki, gdzieś do końca szyi.Miał lekko ciemniejszą karnację, taką egzotyczną, trochę azjatycką. No i te jego brązowe oczy, nie mogłam się zapatrzeć. Nie mówiąc już o Ashley, która prawie zemdlała. Liam patrzył się na dziewczyny na stołówce jak na jakieś wariatki. Billy się uśmiechnął. Myślałam, że z tej sytuacji, ale on czytał tylko książki.
- Jaki on... - zaczęła Monica.
-... cudowny, przystojny, niesamowity? - powiedziała z zapytaniem Ash.
- do-kład-nie. - powiedziała Monica.
- No, niezły. Nie powiem. - dodałam. Billy spojrzał na mnie i zobaczył siadającego do jakiegoś stolika w kącie chłopaka, na którego tak się patrzyłyśmy. Billy siedział i nic nie powiedział. Chyba analizował wszystko. Nie wiem. Nawet Amelia się na niego patrzyła.
- Jego też zaprosiłeś, Liam? Powiedz, że tak. - spytała z nadzieją Ashley, rozmarzając się zarazem.
- Pierwszy raz go widzę, chcesz to go zaproś. - podpowiedział Li.
- Myślisz, że mogę? Hmm... Nie no nie mogę. Jestem za brzydka. - powiedziała zasmucona Ash.
- Za brzydka? Jesteś śliczna. Nie widzisz jak się na ciebie wszyscy patrzą na korytarzach? - powiedziałam zdziwiona.
- Na mnie? Chyba na ciebie. To ty tutaj jesteś najbardziej rozpoznawalna.
- Ja? Chodzę tu zaledwie cztery dni. Nie jestem "najbardziej rozpoznawalna"... - odparłam.
- Ash. Obie jesteście śliczne. Twoje obawy są niepotrzebne. Nie jesteś znana? Co roku jesteś wybierana na przewodniczącą klasy, a kiedyś byłaś nawet szkoły, masz świetny gust, a w przedstawieniach szkolnych grałaś zawsze pierwsze skrzypce. Więcej odwagi, a teraz leć się z nim umów zanim cię wyprzedzi ta zołza. -przemówiła Monica.
- Amelia? No nie ma mowy. - powiedziała i wstała od stolika.
- Haha, tak trzymaj, Ash. - pomachał dla otuchy Liam.
- Nie wiem czym wy się tak zachwycacie. - dodał Billy, z nutką zazdrości. Chociaż nie wiem czemu. No, bo Billy to też nie gorszy przystojniak.
- Faceci nigdy nie zrozumieją takich rzeczy. - odparła Jasmine czytająca o ekologii z jakiejś gazety Ashley.
- Hmmm... - podsumował Billy.
- Zobaczmy lepiej jak idzie, Ash. - powiedziała Monica i wszyscy skierowaliśmy oczy na Ashley. Ona dosiadła się do tajemniczego chłopaka. Uśmiechnęła się. Ich pogawędkę przerwał dzwonek.
- Już koniec? - powiedziała zawiedziona Jasmine. - Nie skończyłam czytać. - dodała. Ashley pokiwała brązowookiemu chłopakowi i z uśmiechem udała się do naszego stolika.
- I jak? - spytała podekscytowana Monica.
- Wnioskujemy po twoim uśmiechu, że chyba wszystko jak najlpiej. - powiedziałam.
- AAAAAAAAAAAA! Idę z nim na imprezę do Liama. Słyszycie?- powiedziała piskliwym głosem skacząc z radości. Przechodząca koło naszego stolika modeleczka Eavse, spojrzała spod byka na Ashley, próbując ukryć zazdrość, ale Ashley totalnie nie zwróciła uwagi na to, że utemperowała ten zarozumiały charakter, po prostu cieszyła się, że idzie na randkę. Zdziwił mnie trochę jej entuzjazm, bo chłopacy wielokrotnie zapraszali ją na imprezy, chociaż ona odmawiała. Słyszałam tak od Jasmine. Chociaż na dobrą sprawę to naprawdę fajny chłopak i cieszę się jej szczęściem. Przynajmniej wygląda oszałamiająco.
     Kolejne lekcje mijały dość szybko, Ashley była na nich jakby nieobecna. Z wiadomego powodu, oczywiście. Wyszłyśmy ze szkoły. Doszłyśmy po parunastu minutach pod mój dom. Otworzyłam drzwi.
- Wow, fajne mieszkanko. - powiedziała Monica.
- No... Gdzie masz pokój, Jen? - spytała entuzjastycznie Ashley.
- U góry. Zaprowadzę was. - odpowiedziałam, weszłyśmy na górę. Otworzyłam drzwi od pokoju. - Rozgośćcie się! - dodałam. - Dziewczyny, co tak stoicie? - spytałam.
- Tutaj... tutaj jest cudownie. - powiedziała jakby zahipnotyzowana Jasmine.
- Noooooooooo! - powiedziała z zapartym tchem Monica.
- Spokojnie... To tylko pokój, chociaż faktycznie, dla mnie jest idealny. Rodzice zrobili mi cudowny prezent, ale nie mniejszy niż to. - powiedziałam otwierając drzwi do garderoby z butami, torebkami, biżuterią i innymi akcesoriami takimi jak chusty czy okulary.
- Okej, teraz to mnie już w ogóle zszokowałaś. Nie mówiłaś, że masz garderobę! To wygląda jak królestwo! Co za cudowne buty... Ach, a te torebki! Czy to Prada?! - powiedziała Ashley oglądając z wielkimi oczami garderobę.
- Ojej, dziękuję. - powiedziałam lekko zmieszana. - Tak, to Prada. Mój prezent gwiazdkowy od rodziców, dziadków i siostry. To był najlepszy prezent jaki w życiu dostałam. Jest ponadczasowa, cudowna. Moja najlepsza torebka do końca życia! - dodałam.
- Siostry? - spytała Monica.
- Właśnie, nie wspominałaś, że masz siostrę... Mieszka tu? - dopytywała Jasmine.
- Tak, od wczoraj. Ma na imię Michele. Ma 25 lat i wróciła z Paryża, w którym studiowała. - opowiadałam.
- Z Paryża...? Wow. Zawsze marzyłam, żeby tam polecieć. Zbieram na to kieszonkowe. - mówiła z przejęciem Ashley. - A ty tam byłaś? - dodała.
- Dwa lata temu. - powiedziałam. - To naprawdę cudowne miejsce. Opłaca się zbierać kieszonkowe. Chciałabym tam jeszcze wrócić.
- A tak jeśli chodzi o twoją szafę to chyba nie narzekasz na brak ubrań. - powiedziała Jasmine.
- Nie narzekam...- odpowiedziałam. - ale zbieram je od kilku lat.
- I tak to imponująca ilość... i jakość. - powiedziała Monica.
- Dzięki. To jak schodzimy na dół? - spytałam.
- Mhm... - powiedziała któraś pod nosem.
- O, widać mój dom. - mruknęła Ashley patrząc za okno, po czym wyszła za Monicą z pokoju. Podsmażyłam panierowanego kalmara i krewetki. Przygotowałam frytki. Rozmawiałyśmy z dziewczynami o tym chłopaku.
- No to jak on ma na imię? - spytałam podając owoce morza.
- Alex. - rozmarzyła się wypowiadając jego imię. - Ma na imię Alex. - powtórzyła. Rozmawiałyśmy godzinami. Weszli rodzice. Zaczęło się.
- Dzień dobry. - powiedzieli razem.
- Mamo, tato. To jest Jasmine, Ashley i Monica. Dziewczyny, to moi rodzice.
- Miło mi Was poznać. - powiedziała mama.
- Nam też miło panią poznać. - powiedziała Ash.
- Wy też idziecie na tę imprezę? - spytała mama.
- Tak, tak. - potakiwała Jasmine.
- Jaką imprezę? O co chodzi, wytłumaczysz mi, Jennifer? - powiedział donośnym głosem tata.
- Wszystko ci wytłumaczę, Peter. Chodźmy na górę. - uspokoiła mama. Weszli na piętro.
- Mhm... - powiedziałam na koniec. - Okej, to wracając do tematu Alexa... - powiedziałam.
- Dość o Alexie, w co się ubierasz, Jen? - powiedziała znudzona Jasmine, a Ashley spojrzała na nią ze smutkiem.
- Jeszcze o tym nie myślałam, a tak w ogóle to idę razem z Michele. Będzie fajnie, polubicie ją. Jest totalnie wyluzowana i sympatyczna. - opowiadałam.
- Jeśli jest tak fajna jak ty, to na pewno. - zapewniła Monica.
- Oj, dziękuję. To bardzo miłe. - odpowiedziałam lekko zmieszana tymi komplementami.
- Już 19? Muszę wracać wyprowadzić psa. Rodzice wrócą z pracy za pół godziny. Brat pewnie wyszedł z tą swoją Sereną, a Dally od 14 nie był na spacerze. - opowiadała Jasmine.
- Ja też muszę spadać. - dodała Ash.
- 19? Już? Jak to szybko zleciało... Muszę lekcje odrobić, bo dostanę szlaban.
- Okej. To do zobaczenia.
- No, papa, Jennifer. - opowiedziała Monica. Dziewczyny wyszły z domu i rozeszły się w strony swoich domów. Przed dwudziestą przyszła Michele. Rodzice zeszli na kolację.
- Jen, pozwalam ci iść na imprezę, ale mam jeden warunek...
- Tak, tato?
- ...wrócisz przed północą.
- Oj, no przestań, Peter. - powiedziała mama.
- Żartuję, żartuję. Baw się dobrze. Żadnego alkoholu. Nie nadużyj mojego zaufania, bo z domu na imprezę do 18 urodzin nie wyjdziesz i ograniczę ci kieszonkowe.
- Dobrze, czy kiedyś cię zawiodłam? - spytałam.
- Nie, mam nadzieję, że tak się i teraz nie stanie. - powiedział tata.
- Spokojnie, nie martw się. Moja starsza siostra się mną zaopiekuje.
- Mam taką nadzieję. - zakończył. Rodzice wraz z Mich zjedli kolację, a ja weszłam na górę odrobić MATEMATYKĘ. Według mnie to najgorszy przedmiot jaki kiedykolwiek mógł powstać. Rozumiem, że bez niej nie miałabym laptopa ani telefonu, ale nie każdy musi być geniuszem. Mnie zdecydowanie wystarczą perfekcyjnie opanowane języki obce i język angielski.Chcę tworzyć sztukę jaką są ubrania, a nie pracować w Apple czy Samsungu. Dokończyłam lekcje, doczytałam książkę i wzięłam kąpiel. Potem leżałam troszkę z laptopem i przeglądałam strony internetowe poświęcone modzie. O 22:00 przyszła Michele.
- Dobranoc, Jennifer. - powiedziała.
- Dobranoc, Mich. - odpowiedziałam. Michele zamknęłam drzwi i powędrowała do pokoju.
     Poleżałam trochę. Rozmyślałam o tym jak będzie wyglądać impra u Liama i zasnęłam.
************************************

I jak wrażenia? To dopiero część pierwsza, którą napisałam dzisiaj. Przepraszam za ewentualne literówki. Mam nadzieję, że się spodobało. Jak zwykle zachęcam do podzielenia się opinią w komentarzach.
Pozdro xxxx


Komentarze

  1. mi się bardzo podobalo, serio, dialogi mi się podobaja, no i akcja się rozwija, super, mi ciężko jest sie oderwać :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty