Rozdział IV cz.2
Z dziewczynami poszłyśmy na autobus. W autobusie Ashley wróciła do tematu Eavse:
- Billy przesadził. Czemu akurat ona? Nawet nie wiedziałam, że się znają. No dobra, chodzą razem do klasy, ale ona nawet nie siedzi z nami przy stoliku.
- I nigdy nie usiądzie. - dodała Monica. - Już ja się o to postaram.
- Dziewczyny, przestańcie. - powiedziałam.
- Czemu? Tu nie ma Billy'ego, z resztą chyba się domyślał jaka jest. Czemu tak ci na nim zależy, Jen? - broniła się Ash.
- Nie zależy. - powiedziałam zdziwiona. W końcu mi na nim nie zależy, o co chodzi. Czy to, że próbuję być w porządku jest dziwne? - Nic do niego nie mam, chcę być w porządku. - dodałam.
- Może i tak, ale ona jest podła. Czemu ona nie jest wobec ciebie taka w porządku. Jest zazdrosna, na sto procent! - ciągnęła Ashley.
- Jest, ale może Jennifer ma rację, przestańcie. - ucięła Jasmine.
- Okej, okej. - odpowiedziały.
Wyszłyśmy z autobusu i udałyśmy się do centrum handlowego. Miliony ubrań, mnóstwo inspiracji. Szkoda tylko, że niektóre rzeczy kosztują tyle co moje kieszonkowe... Zbierane przez 5 lat.
- Jen, to tutaj. - wskazała palcem na sklep Ashley.
Powędrowałyśmy skocznym krokiem do sklepu sportowego. Ashley podbiegła do granatowych butów.
- Jak ci się podobają, Jen? - zapytała z entuzjazmem.
- Niezłe. Muszę je przymierzyć.
Kupiłam buty do tego dobrałam jeszcze szorty i bluzkę. Dzisiaj nie mam za bardzo nastroju na zakupy.
- Może wpadniecie do mnie jutro? - zapytałam.
- Chętnie. Nawet bardzo.
- Też z chęcią przyjdę.
- Czemu nie?
- No to fajnie, lubicie owoce morza? - zapytałam.
- Uwielbiamy. - odpowiedziała Ashley za Jasmine i Monicę.
Udałyśmy się w kierunku przystanku. Cały czas myślałam o sytuacji zaistniałej przed stołówką. Nie pokażę im jak bardzo się tym przejmuję. Nie mogę. Po 20 minutach byłyśmy na miejscu. Ruszyłyśmy w kierunku domów. Mieszkamy blisko siebie, nawet bardzo blisko.
- To do zobaczenia w szkole, Jen! - krzyknęła na pożegnanie Monica.
- A my widzimy się jutro. 6:00 będę po ciebie, nie zapomnij, nie zaśpij! - zawołała Ash.
- Okej, okej, do zobaczenia, dziewczyny! - krzyknęłam sprzed moich drzwi i weszłam do domu. W tym samym usłyszałam dźwięk SMS'a. Nie zdążyłam go odtworzyć, bo w tym samym czasie usłyszałam:
- Cześć, Jennifer. - zawołał tata.
- Dzień dobry, córeczko! - krzyknęła wesoła mama.
- Hej, Jen. - powiedział znajomy mi głos. Ściągnęłam buty i oczom nie wierzyłam... Stanęłam jak wryta, zamrugałam oczami, stałam w osłupieniu przez kilkadziesiąt sekund. - Nie poznajesz mnie? - zaśmiała się.
- Michele? - zaczęłam głupim pytaniem.
- Tak? - zapytała z lekkim uśmiechem, z taką pewnością. Rzuciłam się jej na szyję.
- Tęskniłam. - wydukałam przez łzy.
- Ja też tęskniłam. Tylko mi się tu nie rozklejaj. - powiedziała żartobliwie.
- Co ty tutaj robisz? Myślałam, że mieszkasz we Francji. - rozpoczęłam rozmowę tuląc się.
- Stęskniłam się trochę. Nie widziałyśmy się jakieś dwa lata temu. To zdecydowanie za długo. - uśmiechnęła się.
- Oj, dziewczyny, dość tego tulenia. Jen, zaraz kolacja, odrób lekcje. - przerwał tata.
- Tato...
- Pójdę z tobą, pogadamy... To znaczy pomogę ci w lekcjach, no już, już. - powiedziała poganiając mnie.
Wbiegłyśmy na górę, po czym zamknęłam drzwi.
- Michele? - spytałam.
- O co chodzi, Jen? - powiedziała.
- Gdzie jest Matt? - dokończyłam.
- Matt... - powiedziała lekko zmieszana. - ...rozstaliśmy się miesiąc temu. Mój pobyt w Paryżu nabrał zupełnie innego znaczenia. Nie było już tak romantycznie, nie miałam do kogo się przytulić, z kim porozmawiać. Wiem, jestem głupia, Paryż to naprawdę cudowne miasto, ale nie mogłam się tam odnaleźć sama. Pewnie prędzej czy później przyzwyczaiłabym się do tego, wszystko wróciłoby do normy, ale stęskniłam za Ameryką, no i oczywiście za Wami. - opowiadała.
- Czyli zostajesz tu na stałe? - pytałam z radością w głosie.
- Dokładnie. Znalazłam tu pracę. Póki co, wróciłam i nie zamierzam stąd wyjeżdżać. Chyba nie jesteś na mnie zła, siora?
- Jestem mega szczęśliwa! - krzyknęłam.
- No to fajnie. Musisz mi koniecznie pokazać okolicę!
- No jasne, jasne. Jutro przychodzą do mnie kumpele, ale spokojnie, zdążę cię oprowadzić po tym pięknym mieście, pełno tu inspiracji, w którym pokoju będziesz spać? - mówiłam jak najęta.
- Obok. Tylko muszę go jakoś urządzić. Strasznie tam drętwo. Za to twój pokój jest super.
- Dzięki. Jest dokładnie po mojej myśli. Mogę pomóc ci go urządzać.
Spojrzałam na telefon. SMS. No właśnie. SMS od Liama. Lekko zadrżały mi ręce. Poczułam jakiś dziwny dreszcz. Treść SMS'a: Hej. Jak się czujesz?
- W porządku. A co u ciebie? - napisałam.
- Chyba okej. Cieszę się, że u ciebie wszystko dobrze. W weekend robię imprezę. Wpadniesz?
- No jasne, że przyjdę. - spojrzałam na Michele - Mogę zabrać siostrę? - dodałam.
- Czemu nie? Do zobaczenia w szkole. - zakończył.
- Michele, impreza w sobotę. Idziesz ze mną? - zapytałam siostrę.
- uuu... Imprezka. Dawno na żadnej nie byłam. Tylko powodzenia ci życzę z rodzicami. - odpowiedziała.
Michele pomogła mi odrobić lekcje, po czym zeszłyśmy na kolację.
- Mamo, zaprosiłam na jutro koleżanki. Chciałabym zrobić owoce morza, mogę? - zapytałam.
- Koleżanki? O! To wspaniale? Jak mają na imię? O nie! Nie mamy owoców morza już. Co my teraz zrobimy? A jakie one mają zainteresowania? Cieszę się, że tak szybko znalazłaś koleżanki. Kiedy ja się przeprowadziłam z Columbus do Bostonu było mi znacznie trudniej niż tobie. Mam nadzieję, że one nie palą i nie piją alkoholu, no bo jeśli tak to...
- Mamo! - przerwałam. - Monica, Jasmine, Ashley. Są sympatyczne i nie głupie. Spokojnie. To pojedziemy do jakiegoś marketu. Proszę...
- A odrobiłaś lekcje, Jennifer? - zapytał tata.
- Tato... - powiedziałam poirytowana. - Odrobiłam.
- Tylko się upewniam. - odpowiedział.
- No to zbierajcie się, dziewczynki.
- Ja nie mam 5 lat. Tylko 25. Chociaż Jen to jeszcze dzieciak. - powiedziała Michele.
- Ej...
- No co, siostra. Wróciłam. - zawołała z uśmiechem i poszła w stronę samochodu. Ubrałam do moich dżinsów białe szpilki.
- Szpilki? Co to ma być, Jennifer? - powiedział donośnym głosem tata.
- Moje buty? - powiedziałam.
- Chyba oszalałaś! - wrzasnął.
- Tato, są bardzo modne, a ja nie mam 13 lat. Nie martw się. - uspokoiłam.
- Jakoś tego nie widzę... - mruknął tata. Wyszłyśmy z domu i wsiadłyśmy do czarnego Jeepa taty. Gdy ruszyłyśmy zaczęłam:
- Słuchaj mamo, bo jest taka sprawa...
- Tak, Jen? - odpowiedziała.
- Bo mój kolega robi imprezę w sobotę. Mogłabym... - mówiłam.
- Impreza? A czy tam będzie alkohol? A co to za chłopak? To nieodpowiedzialne...
- Mamo, proszę... Nie wiem czy będzie alkohol, ja nie będę nic piła. To mój nowy kolega ze szkoły, ma na imię Liam, to ten co oprowadzał mnie po mieście. Spokojnie, on jest dość odpowiedzialny. Mich pójdzie ze mną. Proszę, obiecałam, że przyjdę. Ash, Jasmine i Monica też pewnie będą. - opowiadałam.
- Michele? Będziesz opiekować się siostrą? Tylko żadnego alkoholu! - powiedziała stanowczo mama.
- Tak, spokojnie zajmę się moją siostrzyczką. - powiedziała trochę sarkastycznie z uśmiechem na twarzy.
- Naprawdę? Mogę? A co z tatą? - zapytałam.
- Jakoś go przekonam. Nie martw się. - przekonała mama.
- Dziękuję, będę ci wdzięczna do końca życia. - zakończyłam i spoglądałam uśmiechnięta na ulice Los Angeles. W radiu leciała akurat Beyonce, świetnie się składa, bo to jedna z moich ulubionych artystek. Gdy piosenka B się skończyła puścili piosenkę Fergie.
- Jesteśmy. - powiedziała mama, po czym wjechała na parking marketu. Zaparkowała i udałyśmy się w stronę sklepu. - Jen, zrobię kalmary, trochę krewetek w panierce. Kupimy coś do picia i frytki. Ach, no tak. Muszę zrobić jeszcze zakupy na kilka dni. - mówiła przejęta mama. Brzmiało to tak jakbyśmy miały spędzić w tym sklepie godziny. Oby mi się tak tylko wydawało. Po 1,5 h zakupów zaniosłyśmy je do bagażnika i wróciłyśmy do domu. Pomogłyśmy mamie je przygotować i weszłyśmy na piętro.
- No to pokaż mi twoich nowych znajomych na facebooku. - zaczęła podekscytowana Michele.
- Może po prostu poznasz moje kumpele jutro, a reszta na imprezie? - zaproponowałam.
- Jutro, to ja idę do pracy. No pokazuj. - powiedziała. Pokazałam jej najpierw dziewczyny, potem Liama.
- Ale ciacho. - powiedziała pod nosem.
- Michele!
- No co? A może to twój chłopak? Sorry.
- Nie, to nie mój chłopak. - usprawiedliwiłam się.
- No to spoko. Podoba ci się? - spytała.
- Nie, nie podoba. To tylko kolega. To właśnie on organizuje imprę.
- Uuu...! Z chęcią go poznam. - powiedziała uradowana Michele.
- Poznasz, poznasz. - obiecałam. W pewnym momencie zawahałam się czy pokazać jej Billy'ego. Poczułam spięcie, nie chcę wysłuchiwać tych pytań czy mi się podoba. Zrobiło mi się gorąco, ale zrozumiałam, że jeśli pozna go na imprezie, a teraz jej go pokażę zacznie podejrzewać różne, dziwne rzeczy. Postanowiłam, że otworzę jego profil.
- A to jest Billy.
- No też niezły... i wolny! Nie mów, że ci się nie podoba. - powiedziała z przekonaniem.
- Nie, to znaczy nie wiem, chyba nie. - powiedziałam zmieszana.
- Coś wyczuwam.
- Michele! - powiedziałam i wtedy do mnie doszło, wolny. To znaczy, że rozstał się z Amelią. Wtedy, tak jak myślałam. Chociaż dla mnie to nic nie zmienia. Nic, kompletnie. Chociaż muszę przyznać, że szybko się rozstali. A może to ona z nim zerwała? W sumie wątpię. Minęło pół godziny, przeglądałyśmy facebook'a.
- Okej, idę wziąć prysznic. - oznajmiłam.
- Przejrzę sobie fejsa. - odpowiedziała. Wyszłam z łazienki.
- To ja lecę. Dobranoc, Jen. - powiedziała.
- Dobranoc. - Mich wyszła i zabrała laptopa. Położyłam się z książką. Po dwóch godzinach zasnęłam. Jutro jogging.
**************************************
Przepraszam za przerwę, ale nie było mnie, a potem dopisywałam co jakiś czas. Trochę nie miałam weny. Mam nadzieję, że się podoba. Zachęcam do komentowania. Mogą zdarzyć się literówki, sorrka.
- Billy przesadził. Czemu akurat ona? Nawet nie wiedziałam, że się znają. No dobra, chodzą razem do klasy, ale ona nawet nie siedzi z nami przy stoliku.
- I nigdy nie usiądzie. - dodała Monica. - Już ja się o to postaram.
- Dziewczyny, przestańcie. - powiedziałam.
- Czemu? Tu nie ma Billy'ego, z resztą chyba się domyślał jaka jest. Czemu tak ci na nim zależy, Jen? - broniła się Ash.
- Nie zależy. - powiedziałam zdziwiona. W końcu mi na nim nie zależy, o co chodzi. Czy to, że próbuję być w porządku jest dziwne? - Nic do niego nie mam, chcę być w porządku. - dodałam.
- Może i tak, ale ona jest podła. Czemu ona nie jest wobec ciebie taka w porządku. Jest zazdrosna, na sto procent! - ciągnęła Ashley.
- Jest, ale może Jennifer ma rację, przestańcie. - ucięła Jasmine.
- Okej, okej. - odpowiedziały.
Wyszłyśmy z autobusu i udałyśmy się do centrum handlowego. Miliony ubrań, mnóstwo inspiracji. Szkoda tylko, że niektóre rzeczy kosztują tyle co moje kieszonkowe... Zbierane przez 5 lat.
- Jen, to tutaj. - wskazała palcem na sklep Ashley.
Powędrowałyśmy skocznym krokiem do sklepu sportowego. Ashley podbiegła do granatowych butów.
- Jak ci się podobają, Jen? - zapytała z entuzjazmem.
- Niezłe. Muszę je przymierzyć.
Kupiłam buty do tego dobrałam jeszcze szorty i bluzkę. Dzisiaj nie mam za bardzo nastroju na zakupy.
- Może wpadniecie do mnie jutro? - zapytałam.
- Chętnie. Nawet bardzo.
- Też z chęcią przyjdę.
- Czemu nie?
- No to fajnie, lubicie owoce morza? - zapytałam.
- Uwielbiamy. - odpowiedziała Ashley za Jasmine i Monicę.
Udałyśmy się w kierunku przystanku. Cały czas myślałam o sytuacji zaistniałej przed stołówką. Nie pokażę im jak bardzo się tym przejmuję. Nie mogę. Po 20 minutach byłyśmy na miejscu. Ruszyłyśmy w kierunku domów. Mieszkamy blisko siebie, nawet bardzo blisko.
- To do zobaczenia w szkole, Jen! - krzyknęła na pożegnanie Monica.
- A my widzimy się jutro. 6:00 będę po ciebie, nie zapomnij, nie zaśpij! - zawołała Ash.
- Okej, okej, do zobaczenia, dziewczyny! - krzyknęłam sprzed moich drzwi i weszłam do domu. W tym samym usłyszałam dźwięk SMS'a. Nie zdążyłam go odtworzyć, bo w tym samym czasie usłyszałam:
- Cześć, Jennifer. - zawołał tata.
- Dzień dobry, córeczko! - krzyknęła wesoła mama.
- Hej, Jen. - powiedział znajomy mi głos. Ściągnęłam buty i oczom nie wierzyłam... Stanęłam jak wryta, zamrugałam oczami, stałam w osłupieniu przez kilkadziesiąt sekund. - Nie poznajesz mnie? - zaśmiała się.
- Michele? - zaczęłam głupim pytaniem.
- Tak? - zapytała z lekkim uśmiechem, z taką pewnością. Rzuciłam się jej na szyję.
- Tęskniłam. - wydukałam przez łzy.
- Ja też tęskniłam. Tylko mi się tu nie rozklejaj. - powiedziała żartobliwie.
- Co ty tutaj robisz? Myślałam, że mieszkasz we Francji. - rozpoczęłam rozmowę tuląc się.
- Stęskniłam się trochę. Nie widziałyśmy się jakieś dwa lata temu. To zdecydowanie za długo. - uśmiechnęła się.
- Oj, dziewczyny, dość tego tulenia. Jen, zaraz kolacja, odrób lekcje. - przerwał tata.
- Tato...
- Pójdę z tobą, pogadamy... To znaczy pomogę ci w lekcjach, no już, już. - powiedziała poganiając mnie.
Wbiegłyśmy na górę, po czym zamknęłam drzwi.
- Michele? - spytałam.
- O co chodzi, Jen? - powiedziała.
- Gdzie jest Matt? - dokończyłam.
- Matt... - powiedziała lekko zmieszana. - ...rozstaliśmy się miesiąc temu. Mój pobyt w Paryżu nabrał zupełnie innego znaczenia. Nie było już tak romantycznie, nie miałam do kogo się przytulić, z kim porozmawiać. Wiem, jestem głupia, Paryż to naprawdę cudowne miasto, ale nie mogłam się tam odnaleźć sama. Pewnie prędzej czy później przyzwyczaiłabym się do tego, wszystko wróciłoby do normy, ale stęskniłam za Ameryką, no i oczywiście za Wami. - opowiadała.
- Czyli zostajesz tu na stałe? - pytałam z radością w głosie.
- Dokładnie. Znalazłam tu pracę. Póki co, wróciłam i nie zamierzam stąd wyjeżdżać. Chyba nie jesteś na mnie zła, siora?
- Jestem mega szczęśliwa! - krzyknęłam.
- No to fajnie. Musisz mi koniecznie pokazać okolicę!
- No jasne, jasne. Jutro przychodzą do mnie kumpele, ale spokojnie, zdążę cię oprowadzić po tym pięknym mieście, pełno tu inspiracji, w którym pokoju będziesz spać? - mówiłam jak najęta.
- Obok. Tylko muszę go jakoś urządzić. Strasznie tam drętwo. Za to twój pokój jest super.
- Dzięki. Jest dokładnie po mojej myśli. Mogę pomóc ci go urządzać.
Spojrzałam na telefon. SMS. No właśnie. SMS od Liama. Lekko zadrżały mi ręce. Poczułam jakiś dziwny dreszcz. Treść SMS'a: Hej. Jak się czujesz?
- W porządku. A co u ciebie? - napisałam.
- Chyba okej. Cieszę się, że u ciebie wszystko dobrze. W weekend robię imprezę. Wpadniesz?
- No jasne, że przyjdę. - spojrzałam na Michele - Mogę zabrać siostrę? - dodałam.
- Czemu nie? Do zobaczenia w szkole. - zakończył.
- Michele, impreza w sobotę. Idziesz ze mną? - zapytałam siostrę.
- uuu... Imprezka. Dawno na żadnej nie byłam. Tylko powodzenia ci życzę z rodzicami. - odpowiedziała.
Michele pomogła mi odrobić lekcje, po czym zeszłyśmy na kolację.
- Mamo, zaprosiłam na jutro koleżanki. Chciałabym zrobić owoce morza, mogę? - zapytałam.
- Koleżanki? O! To wspaniale? Jak mają na imię? O nie! Nie mamy owoców morza już. Co my teraz zrobimy? A jakie one mają zainteresowania? Cieszę się, że tak szybko znalazłaś koleżanki. Kiedy ja się przeprowadziłam z Columbus do Bostonu było mi znacznie trudniej niż tobie. Mam nadzieję, że one nie palą i nie piją alkoholu, no bo jeśli tak to...
- Mamo! - przerwałam. - Monica, Jasmine, Ashley. Są sympatyczne i nie głupie. Spokojnie. To pojedziemy do jakiegoś marketu. Proszę...
- A odrobiłaś lekcje, Jennifer? - zapytał tata.
- Tato... - powiedziałam poirytowana. - Odrobiłam.
- Tylko się upewniam. - odpowiedział.
- No to zbierajcie się, dziewczynki.
- Ja nie mam 5 lat. Tylko 25. Chociaż Jen to jeszcze dzieciak. - powiedziała Michele.
- Ej...
- No co, siostra. Wróciłam. - zawołała z uśmiechem i poszła w stronę samochodu. Ubrałam do moich dżinsów białe szpilki.
- Szpilki? Co to ma być, Jennifer? - powiedział donośnym głosem tata.
- Moje buty? - powiedziałam.
- Chyba oszalałaś! - wrzasnął.
- Tato, są bardzo modne, a ja nie mam 13 lat. Nie martw się. - uspokoiłam.
- Jakoś tego nie widzę... - mruknął tata. Wyszłyśmy z domu i wsiadłyśmy do czarnego Jeepa taty. Gdy ruszyłyśmy zaczęłam:
- Słuchaj mamo, bo jest taka sprawa...
- Tak, Jen? - odpowiedziała.
- Bo mój kolega robi imprezę w sobotę. Mogłabym... - mówiłam.
- Impreza? A czy tam będzie alkohol? A co to za chłopak? To nieodpowiedzialne...
- Mamo, proszę... Nie wiem czy będzie alkohol, ja nie będę nic piła. To mój nowy kolega ze szkoły, ma na imię Liam, to ten co oprowadzał mnie po mieście. Spokojnie, on jest dość odpowiedzialny. Mich pójdzie ze mną. Proszę, obiecałam, że przyjdę. Ash, Jasmine i Monica też pewnie będą. - opowiadałam.
- Michele? Będziesz opiekować się siostrą? Tylko żadnego alkoholu! - powiedziała stanowczo mama.
- Tak, spokojnie zajmę się moją siostrzyczką. - powiedziała trochę sarkastycznie z uśmiechem na twarzy.
- Naprawdę? Mogę? A co z tatą? - zapytałam.
- Jakoś go przekonam. Nie martw się. - przekonała mama.
- Dziękuję, będę ci wdzięczna do końca życia. - zakończyłam i spoglądałam uśmiechnięta na ulice Los Angeles. W radiu leciała akurat Beyonce, świetnie się składa, bo to jedna z moich ulubionych artystek. Gdy piosenka B się skończyła puścili piosenkę Fergie.
- Jesteśmy. - powiedziała mama, po czym wjechała na parking marketu. Zaparkowała i udałyśmy się w stronę sklepu. - Jen, zrobię kalmary, trochę krewetek w panierce. Kupimy coś do picia i frytki. Ach, no tak. Muszę zrobić jeszcze zakupy na kilka dni. - mówiła przejęta mama. Brzmiało to tak jakbyśmy miały spędzić w tym sklepie godziny. Oby mi się tak tylko wydawało. Po 1,5 h zakupów zaniosłyśmy je do bagażnika i wróciłyśmy do domu. Pomogłyśmy mamie je przygotować i weszłyśmy na piętro.
- No to pokaż mi twoich nowych znajomych na facebooku. - zaczęła podekscytowana Michele.
- Może po prostu poznasz moje kumpele jutro, a reszta na imprezie? - zaproponowałam.
- Jutro, to ja idę do pracy. No pokazuj. - powiedziała. Pokazałam jej najpierw dziewczyny, potem Liama.
- Ale ciacho. - powiedziała pod nosem.
- Michele!
- No co? A może to twój chłopak? Sorry.
- Nie, to nie mój chłopak. - usprawiedliwiłam się.
- No to spoko. Podoba ci się? - spytała.
- Nie, nie podoba. To tylko kolega. To właśnie on organizuje imprę.
- Uuu...! Z chęcią go poznam. - powiedziała uradowana Michele.
- Poznasz, poznasz. - obiecałam. W pewnym momencie zawahałam się czy pokazać jej Billy'ego. Poczułam spięcie, nie chcę wysłuchiwać tych pytań czy mi się podoba. Zrobiło mi się gorąco, ale zrozumiałam, że jeśli pozna go na imprezie, a teraz jej go pokażę zacznie podejrzewać różne, dziwne rzeczy. Postanowiłam, że otworzę jego profil.
- A to jest Billy.
- No też niezły... i wolny! Nie mów, że ci się nie podoba. - powiedziała z przekonaniem.
- Nie, to znaczy nie wiem, chyba nie. - powiedziałam zmieszana.
- Coś wyczuwam.
- Michele! - powiedziałam i wtedy do mnie doszło, wolny. To znaczy, że rozstał się z Amelią. Wtedy, tak jak myślałam. Chociaż dla mnie to nic nie zmienia. Nic, kompletnie. Chociaż muszę przyznać, że szybko się rozstali. A może to ona z nim zerwała? W sumie wątpię. Minęło pół godziny, przeglądałyśmy facebook'a.
- Okej, idę wziąć prysznic. - oznajmiłam.
- Przejrzę sobie fejsa. - odpowiedziała. Wyszłam z łazienki.
- To ja lecę. Dobranoc, Jen. - powiedziała.
- Dobranoc. - Mich wyszła i zabrała laptopa. Położyłam się z książką. Po dwóch godzinach zasnęłam. Jutro jogging.
**************************************
Przepraszam za przerwę, ale nie było mnie, a potem dopisywałam co jakiś czas. Trochę nie miałam weny. Mam nadzieję, że się podoba. Zachęcam do komentowania. Mogą zdarzyć się literówki, sorrka.
Komentarze
Prześlij komentarz