Rozdział III
Weszłam na facebook'a. "David Craks zmienił status na w związku z użytkownikiem Anne Mag".
- Że co? Jeszcze tydzień temu mówił, że zawsze będzie o mnie pamiętał, że Anne to najgłupsza dziewczyna w szkole, a teraz z nią chodzi? Widzę, że Alice i Kat też zdążyły się z nią zaprzyjaźnić. Nie ma to jak przyjaciele - krzyknęłam zdenerwowana.
- Już jesteśmy. - krzyknął tata zamykając drzwi..
- Jak pierwszy dzień w szkole? - zapytała zaciekawiona mama.
- W sumie nieźle. Mam paru nowych znajomych. - odpowiedziałam.
- Tak się cieszę, że ci się tu podoba. - powiedziała.
- A co dziś na kolację?
- Zupa tajska.
- oooo... świetnie. Lecę odrobić matmę.
Poszłam na górę. Matma. Drugi najgorszy wróg po budziku. Po dwóch godzinach męki skończyłam. Wzięłam prysznic i zeszłam na parter.
- No to opowiadaj, jak pierwszy dzień? - zapytał tata.
- Ashley i Jasmine oprowadziły mnie po szkole. Poznałam jeszcze Billy'ego i Liama. Nauczyciele chyba okej. Dziewczyny mieszkają blisko, więc jest spoko. - opowiedziałam.
- Zupa gotowa! - oznajmiła mama.
Usiedliśmy do stołu i zjedliśmy zupę. Potem udałam się na górę. Tym razem z laptopem. Zaakceptowałam nowe zaproszenia. Było ich z trzydzieści. Okej, połowy nawet nie kojarzę. Przejrzałam tablicę i włączyłam telewizor. Wtedy dostałam SMS: "Hej. Tu Liam. Jak ci się u nas podoba?"
- "Jest całkiem przyjemnie. Dość duża ta szkoła, ale dziewczyny mówiły, że się przyzwyczaję, a skąd masz mój numer? :)"
- "Od Ash. Może pokazałbym ci okolicę, LA to dość fajne miasto..." - napisał
- "No jasne, bardzo chętnie, jutro po szkole?"
- "Spoko, no to jesteśmy umówieni. Dobranoc."
- "Dobranoc" - na tym zakończyła się rozmowa. Liam jest w porządku. Miło, że chce mnie oprowadzić po okolicy. Wyłączyłam telewizor, zamknęłam laptopa i położyłam się. Tym razem milion myśli walało mi się w głowie. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam, ale było coś po 1 w nocy. Rano znowu ten sam horror. Wstałam, chociaż było ciężko i ubrałam boyfriendy, klasyczny top. Do tego dobrałam białe baleriny ze szpicem i metaliczną torebkę. Błyszczyk i tusz - klasycznie. Zeszłam na dół, zjadłam kanapki i zapakowałam creme brulee. Wzięłam klucze i wyszłam z domu. Po drodze spotkałam Jasmine:
- Hej.A gdzie Ashley? - zapytałam na przywitanie.
- Musiała iść prędzej, bo ma dodatkową chemię. A ty jakie kółka wybierasz?
- Kółka? Co? A jakie są?
- Teatralne, wokalne, dziennikarskie, koło organizatorów, chemiczne, matematyczne i...
- i...?
- dodatkowy wf. - dodała z resztek tchu.
- A ty co wybrałaś?
- dziennikarskie i koło organizatorów, lubię mieć swoje zdanie, a ty zdecydowałaś się już?
- chyba dziennikarstwo i koło teatralne. - odpowiedziałam bez przekonania.
- Pamiętaj, że masz czas do końca dzisiejszych lekcji.
- Do dzisiaj? No w takim razie postanowione.
Doszłyśmy do szkoły. Na starcie podszedł Billy.
- Siema. - zawołał.
- Hej. - odpowiedziałyśmy równo.
- Co mamy? - zapytał.
- Chyba biologię.
Wzięłam książki i powędrowaliśmy w stronę sali.
- Hej, Jen.
- Co tam, Jen?
- Fajna torba.
Wszyscy do mnie machali i zaczepiali mnie.
- Ej, o co chodzi? - zapytałam zdezorientowana.
- To ty nie wiesz? - zaczął Billy.
- ... wszyscy plotkują na twój temat. Wiesz... Jesteś z Bostonu, masz styl, fajną fryzurę... - wymieniała Jas
- ... przykuwasz ich spojrzenia! Dobra szkoła Billy'ego. - wtrącił Liam.
- Oj, weź się odczep, Li. - powiedział twierdząco Billy,
- Okej, może chodźmy na biolę. - zaproponowała Jasmine
- Spotkamy się na lunchu! - zawołał Liam.
Biologia się zaczęła. Podeszłam do pani i zaczęłam:
- Dzień dobry, nazywam się Jennifer Banks i jestem nową uczennicą tej szkoły.
- Miło mi cię poznać panno Banks. - odpowiedziała pani Jerline.
Przywitała się z klasą i zaczęła lekcję. Uważnie słuchałam, bo nawet lubię biologię. Jest całkiem interesująca. - Czy wiedzieliście, że... - pani Jerline próbowała opowiedzieć jakąś anegdotę na temat bezkręgowców, ale Billy dokończył:
- Do bezkręgowców należy około 98 % procent żyjących zwierząt?
- Oh, Billy, jesteś jak zawsze przygotowany, klasa powinna brać z ciebie przykład młodzieńcze. - odpowiedziała radośnie nauczycielka.
W tym momencie zrozumiałam wszystko. To dlatego pan Ricky od razu wiedział, że Billy jest w klasie, to jeden z najlepszych uczniów. Chociaż wciąż nurtuje mnie pytanie: Jak taki przystojniak może mieć takie dobre oceny i nie być snobem? hm... Nawet nie zauważyłam kiedy lekcja dobiegła końca. Matematyka. Najgorszy przedmiot.
- Dzień dobry. Dziś porozmawiamy o... - zaczął pan Stevens
Nie czaję nawet o co chodzi. To jest beznadziejne. Oczywiście, lekcja się ciągnęła, dla mnie to całe wieki. Billy przy tablicy. Wow, sam się zgłosił.
- Brawo, jak zwykle bezbłędnie. W tym roku też olimpiada?
- Ma się rozumieć, proszę pana.
Dzwonek. Piękny dzwonek i przerwa na lunch. Życie bez matmy jest cudowne, piękne i kolorowe. Całą paczką poszliśmy do stolika. Liam już tam czekał.
- Mam Vogue'a ! - krzyknęła uradowana Ashley.
- Już masz? Miałam go kupić dziś po szkole. No to zabieramy się za oglądanie... - rozpoczęłam
- Słyszałaś o tej nowej modzie na futra?
- Tak, widziałam na kilku blogach...
- Futra? Jak można coś takiego na siebie włożyć... Założyłybyście to? - powiedziała zniesmaczona Jasmine.
- Nie sądzę. Zwierzęta umierają, bo pasują mi do butów? To żenujące. - odpowiedziałam
- No właśnie. Z resztą wygląda to tak sobie. - dodała Ash.
Wyciągnęłam moje creme brulee, a Ash nadal przeglądała magazyn zajadając frytki.
- Jesz frytki i masz taką idealną figurę? - zapytałam zdziwiona.
- Uprawiam codziennie jogging, wstaję o 5:30 i zmykam przebiec się po okolicy. Chcesz się dołączyć?
- Brzmi całkiem fajnie, chętnie spróbuję. Tylko muszę kupić sobie strój. Pójdziemy jutro do centrum handlowego? Myślę, że zostało mi jeszcze trochę kieszonkowego.
- No jasne, zakupy to zakupy. Nieważne jakie. - powiedziała cała podekscytowana.
- Dokończyłam moje creme brulee i zadzwonił dzwonek.
Lekcje minęły dość szybko. Pod szkołą czekał Liam.
- To jak? Idziemy? - zapytał
- No jasne, na co czekamy. Gdzie idziemy najpierw?
Poszliśmy na Venice Beach, potem pochodziliśmy trochę po uliczkach i weszliśmy do Starbucksa.
- Podoba ci się w LA?
- Jest świetnie. Trochę obawiałam się przyjazdu tutaj, bo zostawiłam przyjaciół. To znaczy tak mi się wydawało... - zaczęłam
- wydawało? - powiedział zdziwiony.
- No tak, zdążyli o mnie zapomnieć, ale tutaj jest lepiej. Zawsze ciepło, cudowna plaża, fajni ludzie i dużo ciekawych miejsc. To miasto jest idealne. W końcu to Los Angeles.
- Zdążyłaś się zauroczyć Billym? - zaczął zupełnie z innej beczki.
- Słucham? Czemu miałabym się zauroczyć? Billy jest fajny i niczego sobie, ale nie znam go dobrze. Mój ostatni chłopak okazał się idiotą. Zdążyłam wyjechać, a on jest już w związku z moim byłym najgorszym wrogiem. Teraz jest już zupełnie inaczej niż było tydzień temu. Moje życie zmieniło się o 180 stopni, jest fajnie, ale muszę sobie wszystko poukładać. Nie jestem jeszcze gotowa by myśleć o chłopakach. Nie teraz. - opowiedziałam, a Liam tylko wysłuchał. On jest naprawdę w porządku.
- Masz całkowitą rację. - dodał. - Ja też nie mieszkam tu od zawsze, przeprowadziłem się tu dwa lata temu po rozwodzie rodziców. Też musiałem sobie wszystko poukładać, nie było to proste. - powiedział.
- Przykro mi...
- ale nie jest tak źle. Spotykam się z tatą co jakiś czas, mamy dobry kontakt, ale musiałem to wszystko ułożyć i zastanowić się czego chcę.
Rozmowa ciągnęła się całą drogę do domu. Liam odprowadził mnie pod same drzwi.
- Do zobaczenia w szkole.
- Do zoba. I dzięki...
- Nie ma sprawy, Jen.
Weszłam do domu, było po 19.
- Hej mamo, hej tato.
- Cześć Jen. Jak w szkole?
- Całkiem w porządku, ale nie rozumiem matmy.
- Może ktoś w szkole ci pomoże? - zaproponował tata.
- To całkiem dobra myśl. - odpowiedziałam.
O kim pomyślałam? Oczywiście, że o Billym. On jest bezbłędny z matematyki.
- A gdzie tak długo się podziewałaś? - spytała mama
- Kolega oprowadził mnie po mieście, strasznie mi się tu podoba, nie sądziłam, że aż tak szybko się przekonam do tego miejsca.
- To wspaniale, a teraz zapraszam do stołu. - zakończyła mama
Zjedliśmy pyszne kanapki. Po zjedzeniu skoczyłam do pokoju, odrobiłam lekcje i wróciłam na dół obejrzeć z mamą jakąś komedię w TV. Film skończył się po północy. Śpiąca weszłam po schodach do pokoju i od razu zasnęłam.
*******************
Jak zwykle zachęcam do komentowania, następny rozdział jeszcze dziś. ;)))
- Że co? Jeszcze tydzień temu mówił, że zawsze będzie o mnie pamiętał, że Anne to najgłupsza dziewczyna w szkole, a teraz z nią chodzi? Widzę, że Alice i Kat też zdążyły się z nią zaprzyjaźnić. Nie ma to jak przyjaciele - krzyknęłam zdenerwowana.
- Już jesteśmy. - krzyknął tata zamykając drzwi..
- Jak pierwszy dzień w szkole? - zapytała zaciekawiona mama.
- W sumie nieźle. Mam paru nowych znajomych. - odpowiedziałam.
- Tak się cieszę, że ci się tu podoba. - powiedziała.
- A co dziś na kolację?
- Zupa tajska.
- oooo... świetnie. Lecę odrobić matmę.
Poszłam na górę. Matma. Drugi najgorszy wróg po budziku. Po dwóch godzinach męki skończyłam. Wzięłam prysznic i zeszłam na parter.
- No to opowiadaj, jak pierwszy dzień? - zapytał tata.
- Ashley i Jasmine oprowadziły mnie po szkole. Poznałam jeszcze Billy'ego i Liama. Nauczyciele chyba okej. Dziewczyny mieszkają blisko, więc jest spoko. - opowiedziałam.
- Zupa gotowa! - oznajmiła mama.
Usiedliśmy do stołu i zjedliśmy zupę. Potem udałam się na górę. Tym razem z laptopem. Zaakceptowałam nowe zaproszenia. Było ich z trzydzieści. Okej, połowy nawet nie kojarzę. Przejrzałam tablicę i włączyłam telewizor. Wtedy dostałam SMS: "Hej. Tu Liam. Jak ci się u nas podoba?"
- "Jest całkiem przyjemnie. Dość duża ta szkoła, ale dziewczyny mówiły, że się przyzwyczaję, a skąd masz mój numer? :)"
- "Od Ash. Może pokazałbym ci okolicę, LA to dość fajne miasto..." - napisał
- "No jasne, bardzo chętnie, jutro po szkole?"
- "Spoko, no to jesteśmy umówieni. Dobranoc."
- "Dobranoc" - na tym zakończyła się rozmowa. Liam jest w porządku. Miło, że chce mnie oprowadzić po okolicy. Wyłączyłam telewizor, zamknęłam laptopa i położyłam się. Tym razem milion myśli walało mi się w głowie. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam, ale było coś po 1 w nocy. Rano znowu ten sam horror. Wstałam, chociaż było ciężko i ubrałam boyfriendy, klasyczny top. Do tego dobrałam białe baleriny ze szpicem i metaliczną torebkę. Błyszczyk i tusz - klasycznie. Zeszłam na dół, zjadłam kanapki i zapakowałam creme brulee. Wzięłam klucze i wyszłam z domu. Po drodze spotkałam Jasmine:
- Hej.A gdzie Ashley? - zapytałam na przywitanie.
- Musiała iść prędzej, bo ma dodatkową chemię. A ty jakie kółka wybierasz?
- Kółka? Co? A jakie są?
- Teatralne, wokalne, dziennikarskie, koło organizatorów, chemiczne, matematyczne i...
- i...?
- dodatkowy wf. - dodała z resztek tchu.
- A ty co wybrałaś?
- dziennikarskie i koło organizatorów, lubię mieć swoje zdanie, a ty zdecydowałaś się już?
- chyba dziennikarstwo i koło teatralne. - odpowiedziałam bez przekonania.
- Pamiętaj, że masz czas do końca dzisiejszych lekcji.
- Do dzisiaj? No w takim razie postanowione.
Doszłyśmy do szkoły. Na starcie podszedł Billy.
- Siema. - zawołał.
- Hej. - odpowiedziałyśmy równo.
- Co mamy? - zapytał.
- Chyba biologię.
Wzięłam książki i powędrowaliśmy w stronę sali.
- Hej, Jen.
- Co tam, Jen?
- Fajna torba.
Wszyscy do mnie machali i zaczepiali mnie.
- Ej, o co chodzi? - zapytałam zdezorientowana.
- To ty nie wiesz? - zaczął Billy.
- ... wszyscy plotkują na twój temat. Wiesz... Jesteś z Bostonu, masz styl, fajną fryzurę... - wymieniała Jas
- ... przykuwasz ich spojrzenia! Dobra szkoła Billy'ego. - wtrącił Liam.
- Oj, weź się odczep, Li. - powiedział twierdząco Billy,
- Okej, może chodźmy na biolę. - zaproponowała Jasmine
- Spotkamy się na lunchu! - zawołał Liam.
Biologia się zaczęła. Podeszłam do pani i zaczęłam:
- Dzień dobry, nazywam się Jennifer Banks i jestem nową uczennicą tej szkoły.
- Miło mi cię poznać panno Banks. - odpowiedziała pani Jerline.
Przywitała się z klasą i zaczęła lekcję. Uważnie słuchałam, bo nawet lubię biologię. Jest całkiem interesująca. - Czy wiedzieliście, że... - pani Jerline próbowała opowiedzieć jakąś anegdotę na temat bezkręgowców, ale Billy dokończył:
- Do bezkręgowców należy około 98 % procent żyjących zwierząt?
- Oh, Billy, jesteś jak zawsze przygotowany, klasa powinna brać z ciebie przykład młodzieńcze. - odpowiedziała radośnie nauczycielka.
W tym momencie zrozumiałam wszystko. To dlatego pan Ricky od razu wiedział, że Billy jest w klasie, to jeden z najlepszych uczniów. Chociaż wciąż nurtuje mnie pytanie: Jak taki przystojniak może mieć takie dobre oceny i nie być snobem? hm... Nawet nie zauważyłam kiedy lekcja dobiegła końca. Matematyka. Najgorszy przedmiot.
- Dzień dobry. Dziś porozmawiamy o... - zaczął pan Stevens
Nie czaję nawet o co chodzi. To jest beznadziejne. Oczywiście, lekcja się ciągnęła, dla mnie to całe wieki. Billy przy tablicy. Wow, sam się zgłosił.
- Brawo, jak zwykle bezbłędnie. W tym roku też olimpiada?
- Ma się rozumieć, proszę pana.
Dzwonek. Piękny dzwonek i przerwa na lunch. Życie bez matmy jest cudowne, piękne i kolorowe. Całą paczką poszliśmy do stolika. Liam już tam czekał.
- Mam Vogue'a ! - krzyknęła uradowana Ashley.
- Już masz? Miałam go kupić dziś po szkole. No to zabieramy się za oglądanie... - rozpoczęłam
- Słyszałaś o tej nowej modzie na futra?
- Tak, widziałam na kilku blogach...
- Futra? Jak można coś takiego na siebie włożyć... Założyłybyście to? - powiedziała zniesmaczona Jasmine.
- Nie sądzę. Zwierzęta umierają, bo pasują mi do butów? To żenujące. - odpowiedziałam
- No właśnie. Z resztą wygląda to tak sobie. - dodała Ash.
Wyciągnęłam moje creme brulee, a Ash nadal przeglądała magazyn zajadając frytki.
- Jesz frytki i masz taką idealną figurę? - zapytałam zdziwiona.
- Uprawiam codziennie jogging, wstaję o 5:30 i zmykam przebiec się po okolicy. Chcesz się dołączyć?
- Brzmi całkiem fajnie, chętnie spróbuję. Tylko muszę kupić sobie strój. Pójdziemy jutro do centrum handlowego? Myślę, że zostało mi jeszcze trochę kieszonkowego.
- No jasne, zakupy to zakupy. Nieważne jakie. - powiedziała cała podekscytowana.
- Dokończyłam moje creme brulee i zadzwonił dzwonek.
Lekcje minęły dość szybko. Pod szkołą czekał Liam.
- To jak? Idziemy? - zapytał
- No jasne, na co czekamy. Gdzie idziemy najpierw?
Poszliśmy na Venice Beach, potem pochodziliśmy trochę po uliczkach i weszliśmy do Starbucksa.
- Podoba ci się w LA?
- Jest świetnie. Trochę obawiałam się przyjazdu tutaj, bo zostawiłam przyjaciół. To znaczy tak mi się wydawało... - zaczęłam
- wydawało? - powiedział zdziwiony.
- No tak, zdążyli o mnie zapomnieć, ale tutaj jest lepiej. Zawsze ciepło, cudowna plaża, fajni ludzie i dużo ciekawych miejsc. To miasto jest idealne. W końcu to Los Angeles.
- Zdążyłaś się zauroczyć Billym? - zaczął zupełnie z innej beczki.
- Słucham? Czemu miałabym się zauroczyć? Billy jest fajny i niczego sobie, ale nie znam go dobrze. Mój ostatni chłopak okazał się idiotą. Zdążyłam wyjechać, a on jest już w związku z moim byłym najgorszym wrogiem. Teraz jest już zupełnie inaczej niż było tydzień temu. Moje życie zmieniło się o 180 stopni, jest fajnie, ale muszę sobie wszystko poukładać. Nie jestem jeszcze gotowa by myśleć o chłopakach. Nie teraz. - opowiedziałam, a Liam tylko wysłuchał. On jest naprawdę w porządku.
- Masz całkowitą rację. - dodał. - Ja też nie mieszkam tu od zawsze, przeprowadziłem się tu dwa lata temu po rozwodzie rodziców. Też musiałem sobie wszystko poukładać, nie było to proste. - powiedział.
- Przykro mi...
- ale nie jest tak źle. Spotykam się z tatą co jakiś czas, mamy dobry kontakt, ale musiałem to wszystko ułożyć i zastanowić się czego chcę.
Rozmowa ciągnęła się całą drogę do domu. Liam odprowadził mnie pod same drzwi.
- Do zobaczenia w szkole.
- Do zoba. I dzięki...
- Nie ma sprawy, Jen.
Weszłam do domu, było po 19.
- Hej mamo, hej tato.
- Cześć Jen. Jak w szkole?
- Całkiem w porządku, ale nie rozumiem matmy.
- Może ktoś w szkole ci pomoże? - zaproponował tata.
- To całkiem dobra myśl. - odpowiedziałam.
O kim pomyślałam? Oczywiście, że o Billym. On jest bezbłędny z matematyki.
- A gdzie tak długo się podziewałaś? - spytała mama
- Kolega oprowadził mnie po mieście, strasznie mi się tu podoba, nie sądziłam, że aż tak szybko się przekonam do tego miejsca.
- To wspaniale, a teraz zapraszam do stołu. - zakończyła mama
Zjedliśmy pyszne kanapki. Po zjedzeniu skoczyłam do pokoju, odrobiłam lekcje i wróciłam na dół obejrzeć z mamą jakąś komedię w TV. Film skończył się po północy. Śpiąca weszłam po schodach do pokoju i od razu zasnęłam.
*******************
Jak zwykle zachęcam do komentowania, następny rozdział jeszcze dziś. ;)))
Komentarze
Prześlij komentarz