Rozdział II
Weszłam na teren mojego nowego liceum tym samym kierując na siebie oczy wszystkich zgromadzonych przed szkołą. Ciche szepty "patrz, idzie nowa", tego nie da się uniknąć. Weszłam głównym wejściem i od razu zauważyłam moją szafkę. Schowałam parę książek i pobiegłam na francuski. Idealnie zdążyłam, ale nawet w tym tłumie nie przeszłam niezauważona i znowu te szepty.
Zrobiło mi się gorąco, znowu i to nie przez sweter, tylko przez atmosferę jaka zapanowała po wejściu do klasy, z mojego powodu. Nauczycielka weszła do sali, przywitała się z nami i rozpoczęła lekcję typowym zwrotem nauczycielki do kogoś nowego:
- Jak masz na imię, młoda damo? - zapytała pani Jones
- Jen... Nazywam się Jennifer Banks. - wydukałam lekko zawstydzona. Niby normalne pytanie, ale przysporzyło mi trochę problemu, bo oni znowu wlepiali we mnie te gały, jakbym była jakimś seryjnym mordercą albo jakbym była na jakimś przesłuchaniu. Nawet ptak za oknem podejrzanie się na mnie patrzył.
- Mam nadzieję, że spodoba ci się na moich lekcjach. Uczyłaś się francuskiego prędzej? - dodała z lekkim uśmiechem.
- Tak, uczę się go czwarty rok. - powiedziałam i trochę się uśmiechnęłam, bo zauważyłam, że na tym zależało pani Jones. Spojrzała na klasę i rozpoczęła lekcje. Zanim się obejrzałam zadzwonił dzwonek kończący lekcje. Idąc na angielski zaczepiły mnie dwie dziewczyny.
- Hej, widzę, że chodzimy razem na francuski. Mam na imię Jasmine. - powiedziała sympatyczna szatynka.
- A ja jestem Ashley. - dodała blondynka.
- Cześć. Miło mi Was poznać. Jestem Jen, ale to chyba już wiecie.
Poszłyśmy razem na angielski, drzwi otworzył jakiś mężczyzna.
- To pan Ricky. Nasz nauczyciel od angielskiego. - powiedziała Ashley i rozwiała wszystkie moje wątpliwości. No tak, bo kim mógłby być. Puknęłam się w czoło i weszłam do sali. Pan Ricky przywitał się z nami i zaczął sprawdzać obecność.
- Elisabeth Dancy.
- Obecna.
- Troy Davin.
- Jestem.
- Amelia Eavse.
- Jestem.
- Billy Villegas.
On uniósł tylko rękę w górze. Trochę mnie to zdziwiło, bo pan Ricky nawet nie spojrzał, szybko przeszedł do następnej osoby. Nasz nauczyciel czytał kolejno nazwiska. Gdy skończył zorientował się, że ominął jedno nazwisko.
- Banks, Jennifer Banks. - przeczytał z dokładnością, tak jak robią to nauczyciele, kiedy czytają czyjeś nazwisko po raz pierwszy. Rozejrzał się po klasie.
- Obecna. - powiedziałam krótko.
- Chyba jesteś nowa albo taka niska, bo przez dwa miesiące cię nie zauważyłem. - powiedział pewnie. To chyba miał być żart, trochę nieudany, chociaż po sali rozniosło się ciche echo śmiechu. Zapewne klasowych pupilków.
- Raczej nowa. - odpowiedziałam krótko. Ta lekcja też zleciała jakoś szybko. Nawet ciekawie poprowadził ją pan Ricky, chociaż mógłby trochę podszkolić się z opowiadania żartów lub nie opowiadać ich wcale, bo każdy kolejny okazał się dnem i klapą. Śmiały się z nich może z dwie osoby. Te same, cały czas. Są dwie opcje. Pierwsza jest taka, że tylko one są na tyle inteligentne, żeby je zrozumieć, a druga, że chcą mieć dobre oceny, więc podlizują się. Stawiam na to drugie, bo te dowcipy były dość prymitywne. Tak czy inaczej lekcja się skończyła.
- Oprowadzimy cię po szkole, Jen. - powiedziała Jasmine.
- Okej.- powiedziałam lekko podekscytowana.
- Tutaj są toalety... - zaczęła Ashley.
- ...a tutaj jest automat z przekąskami. - dokończyła Jasmine.
Dziewczyny prowadziły mnie przez korytarze szkoły.
- Trochę duża ta szkoła. - powiedziałam.
- Faktycznie, można się zgubić, ale się przyzwyczaisz. - odpowiedziała Ash.
- Tu jest biblioteka. - przerwała jej Jas. Przeszłyśmy kawałek.
- Tu jest stołówka, tu sala gimnastyczna. - wymieniała Ashley.
- A tu jest Liam. - przerwał jej ciemnoskóry chłopak.
- Tak, właśnie to jest Liam. - wytłumaczyła Ashley.
- Jestem Jennifer. - uśmiechnęłam się.
Zadzwonił dzwonek. Kolejne trzy lekcje trochę się ciągnęły. Każda zaczynała się podobnie, tekstami typu 'Jesteś nowa?', 'Jak masz na imię?' lub 'Nie widziałam cię tu wcześniej?'. Nadszedł czas obiadu. Usiadłam przy stoliku razem z Ashley, Jasmine i Liamem. Po chwili przyszła jeszcze jedna osoba.
- Hej. Jestem Billy, chodzimy razem do klasy. - powiedział.
- Cześć. Faktycznie. Jestem Jen. - odpowiedziałam, po czym Billy usiadł przy stoliku. Ashley otworzyła gazetkę i została całkowicie przez nią pochłonięta.
- Też czytasz ELLE? - spytałam przerywając jej czytanie jakiegoś wywiadu.
- Tak, też fascynujesz się modą?-zapytała bardzo podekscytowana.
- No jasne, to moja pasja.
Zaczęłyśmy rozmawiać o hitach tego sezonu, ale nagle zorientowałam się, że wszystkie oczy są skupione na naszym stoliku.
- Czemu oni tak się patrzą? - szepnęłam
- Billy przyciąga ich spojrzenia, haha. - zaśmiał się Liam. Billy zrobił wielkie oczy, jakby próbował zaprzeczyć i z lekką irytacją przewrócił oczami. Zajadając sałatki, wysłuchiwałyśmy śmiesznej sprzeczki Liama z Billy'm. Przerwa dobiegła końca. Wróciliśmy na zajęcia. Chemia i matma... Nie fajnie, nie znoszę matmy. Mimo moich niezłych ocen to naprawdę mnie nudzi. Najpiękniejszy był ten końcowy dzwonek. Moje nowe kumpele odprowadziły mnie pod same drzwi nowego domu.
- Jasmine mieszka trzy domy dalej... - wskazała palcem Ashley. - a ja obok ciebie. - uśmiechnęła się.
- To świetnie. - odpowiedziałam zadowolona.
Wymieniłyśmy się numerami telefonu i rozeszłyśmy się do mieszkań.
- Rodziców jeszcze nie ma. - powiedziałam do siebie. Zdjęłam buty, usiadłam z laptopem na kanapie i włączyłam telewizor. Odpoczynek, tego mi było trzeba.
*************************
To by było na tyle, jeśli chodzi o rozdział II. Mam nadzieję, że się spodobało. Zachęcam do komentowania. Jeśli macie jakieś sugestie, rady, zażalenia czy macie zamiar podzielić się opinią na temat opowiadania to zamieszczajcie to w komentarzach lub możecie napisać do mnie na twitterze: @callherprincess . Dajcie jakiś znak, że czytacie. :) Nowy rozdział pewnie jutro.
Zrobiło mi się gorąco, znowu i to nie przez sweter, tylko przez atmosferę jaka zapanowała po wejściu do klasy, z mojego powodu. Nauczycielka weszła do sali, przywitała się z nami i rozpoczęła lekcję typowym zwrotem nauczycielki do kogoś nowego:
- Jak masz na imię, młoda damo? - zapytała pani Jones
- Jen... Nazywam się Jennifer Banks. - wydukałam lekko zawstydzona. Niby normalne pytanie, ale przysporzyło mi trochę problemu, bo oni znowu wlepiali we mnie te gały, jakbym była jakimś seryjnym mordercą albo jakbym była na jakimś przesłuchaniu. Nawet ptak za oknem podejrzanie się na mnie patrzył.
- Mam nadzieję, że spodoba ci się na moich lekcjach. Uczyłaś się francuskiego prędzej? - dodała z lekkim uśmiechem.
- Tak, uczę się go czwarty rok. - powiedziałam i trochę się uśmiechnęłam, bo zauważyłam, że na tym zależało pani Jones. Spojrzała na klasę i rozpoczęła lekcje. Zanim się obejrzałam zadzwonił dzwonek kończący lekcje. Idąc na angielski zaczepiły mnie dwie dziewczyny.
- Hej, widzę, że chodzimy razem na francuski. Mam na imię Jasmine. - powiedziała sympatyczna szatynka.
- A ja jestem Ashley. - dodała blondynka.
- Cześć. Miło mi Was poznać. Jestem Jen, ale to chyba już wiecie.
Poszłyśmy razem na angielski, drzwi otworzył jakiś mężczyzna.
- To pan Ricky. Nasz nauczyciel od angielskiego. - powiedziała Ashley i rozwiała wszystkie moje wątpliwości. No tak, bo kim mógłby być. Puknęłam się w czoło i weszłam do sali. Pan Ricky przywitał się z nami i zaczął sprawdzać obecność.
- Elisabeth Dancy.
- Obecna.
- Troy Davin.
- Jestem.
- Amelia Eavse.
- Jestem.
- Billy Villegas.
On uniósł tylko rękę w górze. Trochę mnie to zdziwiło, bo pan Ricky nawet nie spojrzał, szybko przeszedł do następnej osoby. Nasz nauczyciel czytał kolejno nazwiska. Gdy skończył zorientował się, że ominął jedno nazwisko.
- Banks, Jennifer Banks. - przeczytał z dokładnością, tak jak robią to nauczyciele, kiedy czytają czyjeś nazwisko po raz pierwszy. Rozejrzał się po klasie.
- Obecna. - powiedziałam krótko.
- Chyba jesteś nowa albo taka niska, bo przez dwa miesiące cię nie zauważyłem. - powiedział pewnie. To chyba miał być żart, trochę nieudany, chociaż po sali rozniosło się ciche echo śmiechu. Zapewne klasowych pupilków.
- Raczej nowa. - odpowiedziałam krótko. Ta lekcja też zleciała jakoś szybko. Nawet ciekawie poprowadził ją pan Ricky, chociaż mógłby trochę podszkolić się z opowiadania żartów lub nie opowiadać ich wcale, bo każdy kolejny okazał się dnem i klapą. Śmiały się z nich może z dwie osoby. Te same, cały czas. Są dwie opcje. Pierwsza jest taka, że tylko one są na tyle inteligentne, żeby je zrozumieć, a druga, że chcą mieć dobre oceny, więc podlizują się. Stawiam na to drugie, bo te dowcipy były dość prymitywne. Tak czy inaczej lekcja się skończyła.
- Oprowadzimy cię po szkole, Jen. - powiedziała Jasmine.
- Okej.- powiedziałam lekko podekscytowana.
- Tutaj są toalety... - zaczęła Ashley.
- ...a tutaj jest automat z przekąskami. - dokończyła Jasmine.
Dziewczyny prowadziły mnie przez korytarze szkoły.
- Trochę duża ta szkoła. - powiedziałam.
- Faktycznie, można się zgubić, ale się przyzwyczaisz. - odpowiedziała Ash.
- Tu jest biblioteka. - przerwała jej Jas. Przeszłyśmy kawałek.
- Tu jest stołówka, tu sala gimnastyczna. - wymieniała Ashley.
- A tu jest Liam. - przerwał jej ciemnoskóry chłopak.
- Tak, właśnie to jest Liam. - wytłumaczyła Ashley.
- Jestem Jennifer. - uśmiechnęłam się.
Zadzwonił dzwonek. Kolejne trzy lekcje trochę się ciągnęły. Każda zaczynała się podobnie, tekstami typu 'Jesteś nowa?', 'Jak masz na imię?' lub 'Nie widziałam cię tu wcześniej?'. Nadszedł czas obiadu. Usiadłam przy stoliku razem z Ashley, Jasmine i Liamem. Po chwili przyszła jeszcze jedna osoba.
- Hej. Jestem Billy, chodzimy razem do klasy. - powiedział.
- Cześć. Faktycznie. Jestem Jen. - odpowiedziałam, po czym Billy usiadł przy stoliku. Ashley otworzyła gazetkę i została całkowicie przez nią pochłonięta.
- Też czytasz ELLE? - spytałam przerywając jej czytanie jakiegoś wywiadu.
- Tak, też fascynujesz się modą?-zapytała bardzo podekscytowana.
- No jasne, to moja pasja.
Zaczęłyśmy rozmawiać o hitach tego sezonu, ale nagle zorientowałam się, że wszystkie oczy są skupione na naszym stoliku.
- Czemu oni tak się patrzą? - szepnęłam
- Billy przyciąga ich spojrzenia, haha. - zaśmiał się Liam. Billy zrobił wielkie oczy, jakby próbował zaprzeczyć i z lekką irytacją przewrócił oczami. Zajadając sałatki, wysłuchiwałyśmy śmiesznej sprzeczki Liama z Billy'm. Przerwa dobiegła końca. Wróciliśmy na zajęcia. Chemia i matma... Nie fajnie, nie znoszę matmy. Mimo moich niezłych ocen to naprawdę mnie nudzi. Najpiękniejszy był ten końcowy dzwonek. Moje nowe kumpele odprowadziły mnie pod same drzwi nowego domu.
- Jasmine mieszka trzy domy dalej... - wskazała palcem Ashley. - a ja obok ciebie. - uśmiechnęła się.
- To świetnie. - odpowiedziałam zadowolona.
Wymieniłyśmy się numerami telefonu i rozeszłyśmy się do mieszkań.
- Rodziców jeszcze nie ma. - powiedziałam do siebie. Zdjęłam buty, usiadłam z laptopem na kanapie i włączyłam telewizor. Odpoczynek, tego mi było trzeba.
*************************
To by było na tyle, jeśli chodzi o rozdział II. Mam nadzieję, że się spodobało. Zachęcam do komentowania. Jeśli macie jakieś sugestie, rady, zażalenia czy macie zamiar podzielić się opinią na temat opowiadania to zamieszczajcie to w komentarzach lub możecie napisać do mnie na twitterze: @callherprincess . Dajcie jakiś znak, że czytacie. :) Nowy rozdział pewnie jutro.
Komentarze
Prześlij komentarz