Rozdział IX cz. 3

     - Jen. Nie mamy czasu! Możesz w końcu zejść na dół?
- Sekunda.
- Jak wolisz, ale ja za kolejny lot nie zapłacę. 
- Schodzę. Już. Tylko błagam, już nic nie mów. 
Poranna sprzeczka z tatą, czyli idealne rozpoczęcie bardzo stresującego dnia. Chwyciłam walizkę i zbiegłam po schodach, mało brakowało, a poobijana bym po nich zjechała, ale udało się. Żyję. Billy powinien czekać już w samochodzie, ale cóż... nie było go tam. Mówił, że pożegna mnie na lotnisku. Uściskałam zdenerwowaną mamę i pożegnałam się z Michele, nasze relacje na szczęście nieco się poprawiły. 
     Dojechałam na lotnisko. Czekała na mnie cała ekipa, co bardzo mnie zaskoczyło. Przecież powinni siedzieć teraz w szkole.
- Uważaj na siebie, Jen. Proszę. - szepnął Billy i dał mi całusa. 
- Ale baw się dobrze! To Nowy Jork! Ale ci zazdroszczę. - piszczała Ash. 
- A ja poproszę o obszerną relację na Instagramie. Mam nadzieję, że się rozumiemy. - rzuciła Monica. Dziewczyny naprawdę świetnie wyglądały. Każda z nich jest tak bardzo piękna. Pewnie wypadam na ich tle blado, one są jak trzy królowe. Przez ostatnie miesiące bardzo się zmieniły. Zwłaszcza Ashley. Zawsze dawała o sobie znać, ale teraz widzę, jak bardzo różni się od tej dziewczęcej nastolatki, którą poznałam od razu po przeprowadzce. Teraz jest o wiele bardziej zdecydowana, konkretna.
- Oczywiście. Będziecie wiedzieć o każdym moim kroku. 
- Trzymaj się, Banks. - dodał na koniec Liam, po czym nastąpił grupowy uścisk.
    Podróż trwała chyba minutę. Przelatywały miliony myśli. Na samą myśl, ile pracy mnie czeka w zupełnie nowym mieście, czułam się przytłoczona. Jestem przyzwyczajona do życia w metropolii, ale nigdy nie musiałam zaczynać sama. Zawsze gdzieś obok byli rodzice i znajomi. Teraz też są, ale 2500 mil ode mnie. W każdym razie, muszę wziąć się w garść. To na pewno będzie wspaniałe doświadczenie, początek realizacji mojego największego celu.
     Dotarłam do apartamentu na Manhattanie, który będę wynajmowała przez najbliższy miesiąc. Jest urządzony idealnie. Dokładnie tak, jakbym chciała, żeby wyglądało moje miejsce w przyszłości. Wysokie sufity, dużo bieli i wszechobecny eklektyzm. Jestem pod wrażeniem. Nie spodziewałam się, że rodzice postarają się aż tak, to musiało ich naprawdę sporo kosztować. 
     A wracając do życia. Mam być za dwie godziny na wstępnym spotkaniu w siedzibie. Pobiegłam wziąć prysznic i wypiłam małą kawę. Oczywiście zadbałam, żeby zrobić dobre, chociaż pierwsze wrażenie. Ubrałam nowy, długi wełniany płaszcz w kratę i długą plisowaną spódnicę. Odrobina ulubionych perfum i mogę ruszać w świat. 
     Po drodze złapałam taksówkę i dotarłam do biura Wanga. Na miejscu była już część aspirujących projektantów. Wydawali się całkiem sympatyczni, ale mimo wszystko zdystansowani. Chyba nie tylko mnie tak zestresowała cała sytuacja. Dostaliśmy grafiki i przedstawili nam, jak będą wyglądały nasze zadania. Zdziwiłam się, bo oni naprawdę stawiają na nas, nowicjuszy. Nie będę musiała tylko biegać z kawą i skanować projektów. Też będziemy brali udział w procesie twórczym, co ogromnie mnie ucieszyło. 
     Zaczynam już jutro i nadal się boję. 

Komentarze

Popularne posty