Rozdział VI cz. 5

    Poranek jak co dzień. Pobudka, jogging i szkoła. Jedyne co mnie na duchu podtrzymuje to ubranie własnego projektu. Dzisiaj sprawdzian z matematyki, okaże się czy zrozumiałam matmę czy nie. Dzisiejszy dzień jest ważny nie tylko z powodu matematyki. Dzisiaj kolejne zajęcia z Los Angeles Stars Magazine, jestem podekscytowana. Jasmine jest odpowiedzialna za dział o ekologii i środowisku, ja natomiast jestem odpowiedzialna za dział o modzie - trendach i nowinkach z Paryża, Londynu, Mediolanu, Nowego Jorku,  Hollywood. James przygotuje newsy ze świata polityki, Patricia napisze o lifestyle'u (moda uliczna, wnętrza itd.), Claire będzie podawać przepisy na zdrową żywność (chyba z myślą o Monice, która ma na punkcie zdrowej żywności bzika. Tzn. zazwyczaj, bo w soboty lubi zjeść frytki).
    Weszłam na teren szkoły. Pierwszy przedmiot? Matematyka. Wprost wspaniale. Żartuję. Od razu zauważyłam  Billy'ego.
- Hej. - powiedziałam.
- Hej. Dziś matma, rozumiesz temat?
- Hmmm... Wydaje mi się, że tak. Jeszcze raz dzięki za pomoc. - odparłam.
- Jen... - zaczął.
- Słucham? - spytałam zdziwiona.
- Czy to prawda, że ty i Liam?
- Co?
- No... Jesteście razem, tak?
- Nie wiem. - odpowiedziałam tajemniczo, chociaż sama dokładnie nie wiedziałam. Odpowiedziałam szczerze.
- Nie wiesz... - powiedział pod nosem , po czym wszedł do sali. Byłam zdziwiona jego zachowaniem. Weszłam za nim do sali. Rozpoczął się egzamin. Nauczyciel spoglądał podejrzanie na każdego ucznia. Billy oddał swoją pracę jako pierwszy, ja jako ostatnia. Chociaż muszę przyznać, że poszło mi całkiem nieźle, ale nie chcę spekulować. Później Billy nie odezwał się do mnie ani słowem. Nie rozumiem jego zachowania, co ja mu zrobiłam. Po lekcji zaginął w tłumie, a mnie od razu złapały dziewczyny. Na następną lekcję poszłyśmy razem.
- Wowowow, skąd ta bluzka? Wyglądasz zjawiskowo. - zaczęła Ash.
- Dzięki. Sama zrobiłam.
- Sama? Jak?
- Normalnie, na maszynie.
- Jesteś genialna.
- To tylko bluzka, daleko jej do perfekcji, ale dziękuję.
- Daleko? Spokojnie mogłabyś otworzyć własny butik. Byłabym pierwszą klientką. - dodała Jas.
- Fajnie byłoby robić pokazy, otwierać butiki, ale raczej to nie zdarzy się prędko. Chciałabym zacząć jakieś lekcje z projektowania, marzą mi się takie studia, ale na razie czeka mnie długa droga w liceum.
- Nauczysz mnie szyć? - zapytała podekscytowana Ash.
- Nie ma sprawy. Z chęcią. Wpadnij do mnie jutro.
Zadzwonił dzwonek. Poszłyśmy na biologię. Uważnie słuchałam pani, ale ukradkiem spoglądałam na Billy'ego. On za to SMS'ował z kimś. Co się z nim dzieje? Najpierw pyta się mnie czy jestem z Liamem. Skąd on w ogóle wie, że coś między nami jest? Może Li mu powiedział? Chociaż jeśliby mu powiedział, to czemu Billy miałby się o to dopytywać. Może nas widział? Coś jest definitywnie nie tak. Nie słucha na lekcji? Kolejny powód, by się zastanawiać czy wszystko ok. No dobra, a co z Liamem? Oboje dziwnie się zachowują. Akcja na imprezie, pocałunek, a teraz nie odzywa się do mnie? Co się z nimi dzieje? Straciłam przyjaciela? Sama nie wiem jakie są między nami relacje? Czy on mnie kocha? Czy ja go kocham? Nie wiem do kogo czuję sympatię. Nic już nie wiem. Raz wydaje mi się, że nad wszystkim panuję, a po chwili okazuje się, że wszystko jest nie tak.
    Moje rozmyślania przerwał sygnał karetki, który stawał się coraz głośniejszy. Spojrzałam przez okno, po czym zauważyłam, że karetka zatrzymała się pod szkołą. Byłam ciekawa i przerażona. Karetka na sygnale, komuś coś się stało? Wszyscy patrzyli na karetkę, również nauczycielka, która po chwili wybiegła z sali.
- Kto? Co się dzieje? - krzyknęła do pani Jones.
- Nie wiem. Uczeń z pierwszej klasy stracił przytomność. Znaleziono przy nim narkotyki. Zaraz przyjedzie policja. - mówiła przerażona pani Jones. Spojrzałam na Ashley i Jasmine. Nauczycielka oznajmiła, że zaraz wraca. W klasie wszyscy rozmawiali o sytuacji. Wszyscy szeptali: "Kto?" "Kto to może być?", "Narkotyki?", ale wydaje mi się, że niektórym temat amfy był znany.
- Uspokójcie się. Jest lekcja. Wracamy do tematu. - powiedziała spokojnie pani Jerline, ale i tak drżał jej głos.
- Proszę pani, co się stało? - dopytywała Amelia.
- Amelio, nie czas teraz na takie rozmowy. Wasz wychowawca wszystko wam na pewno wyjaśni. Teraz czas na naukę. - odtrącała od tematu nauczycielka. Też bym chciała wiedzieć o kogo chodzi, chociaż w sumie nie za dużo znam tu osób. Na szczęście za chwile lekcja z panią Jones. Wszystkiego się dowiemy.
Nawet nie wiem kiedy zaczęła się następna lekcja.
- Co się stało? Kogo zabrała karetka? - spytał Harry.
- Jeden z uczniów naszej szkoły, stracił przytomność, prawdopodobnie stracił przytomność. - oznajmiła. Po paru minutach do sali weszli policjanci.
- Dzień dobry, czy możemy poprosić: Ashley Camely, Monicę Lopez,  Jasmine Williams, Jennifer Banks oraz Billy'ego Villegasa? - powiedział wysoki mężczyzna.
- Oczywiście. - odpowiedziała nauczycielka. Byłam w szoku. Czemu my? Nawet nie chcę myśleć o kogo chodzi. Niestety, domyślam się. Moje ciało przeszedł dreszcz i jak na szpilkach wyszłam z sali. Tak samo jak inni. Nawet nie śmiałam się zapytać o co chodzi. Kazali nam czekać przed gabinetem pedagoga, jako pierwszy wszedł Billy. Na miejscu nie czekał na nas Liam, było prawie jasne, że to był on, ale wciąż miałam nadzieję. Siedziałyśmy na korytarzu nie odzywając się do siebie ani słowem. Było jasne, że każda z nas wiedziała o kogo chodzi, lecz żadna nie powiedziała tego głośno. Moje serce waliło jak szalone. Nie wiedziałam co z nim, czy to o niego chodzi. Czy to dlatego tak się zachowywał? W mojej głowie uwięzione były miliony pytań.
    W pewnym momencie otworzyły się drzwi gabinetu.
- On? - szepnęła do Billy'ego Monica. Villegas pokiwał głową twierdząco. Cała nadzieja zniknęła w jednej chwili.
- Teraz poprosimy Jennifer. - powiedziała delikatnie pani pedagog, więc weszłam.
- Proszę, usiądź. - dodała po zamknięciu drzwi.
- Spytam od razu: Chodzi o Liama? Co z nim? - spytałam roztrzęsiona.
- Widzę, że wiesz dużo na ten temat. - powiedział policjant oschłym głosem.
- Pani Jones wspominała o narkotykach, na korytarzu nie ma tylko Liama. To chyba oczywiste, że chodzi o niego. - odpowiedziałam stanowczo. Czy on ma mnie za idiotkę?
- Czy wiedziałaś, że bierze? - dopytywał.
- Nie, czy mogę wiedzieć jaki jest jego stan?
- Jest nieprzytomny.
- O mój Boże. Wyjdzie z tego? Powiedzcie, proszę. - spytałam, łzy napływały mi do oczu.
- Jest pod opieką lekarzy. Czy na pewno nie wiesz nic o tym?
- O czym?!
- O tym, że zażywał narkotyki.
- Nie, mówiłam już.
- A czy ostatnio zachowywał się inaczej?
- Może ostatnio.
- Jak dawno temu? Znasz jego dilerów?
- Nie. Nic o narkotykach nie wiedziałam. - mówiłam przez łzy.
- Może od dwóch, trzech dni miał trochę inne zachowanie. Nie wiedzieliśmy, że bierze. Nic o tym nie wspominał. Czy mogę pojechać do szpitala?
- Nie wiem czy to dobry pomysł.- odpowiedział jeden z policjantów.
- Niech pojadą. - powiedziała pani Mester.



Komentarze

Popularne posty