Rozdział VII cz. 3
Muszę to wyjaśnić. To mnie przerasta, jest mi niedobrze żyjąc ze świadomością, a raczej nieświadomością. Nie mam pojęcia co o tym wszystkim myśli Liam, czy pamięta w ogóle co zdarzyło się przed tym zdarzeniem. Chyba jednak nie pozostanę bez odpowiedzi, ma wyjść już dziś. Ostatnie dni mijały w tempie błyskawicznym. Dom - szkoła - szpital - dom - oto mój harmonogram ostatnich dni. Nic szczególnego, nic ciekawego. Nie chce mi się nawet myśleć o Billy'm. Motylki w brzuchu zamieniły się w poczucie winy, a przecież nic złego nie zrobiłam. Nic mnie nie łączy z Billy'm,a z Liamem chyba też nie, jestem wolnym człowiekiem, singielką. Myślałam, że ich znam - myliłam się. Ludzi nie można poznać, bo jakimś miesiącu znajomości, nie można. To jeszcze bardziej mnie dołuje.
Dzisiaj piątek. Ubrałam dżinsy i oversize'ową bluzę, a włosy spięłam w warkocz. Dzisiaj na plastyce było fantastycznie, pani zaproponowała mi, żebym wystartowała w konkursie, w którym można wygrać staż u Alexandra Wanga w Nowym Jorku. To tak jakby spełnić marzenia. Jestem bardzo podekscytowana. W dodatku dzisiaj koło teatralne, będę ciekawie. Na przerwie musiałam obgadać z panią plan dotyczący konkursu, więc ominęła mnie przerwa, a to nawet lepiej, jeśli mam być szczera. Lekcje mijały,na przerwach pogadałam troszkę z dziewczynami. Między zajęciami a końcem lekcji było jakieś 30 minut przerwy. Oczywiście, zdążyłam rozciąć sobie palec gazetą - życie maniaka Vogue'a. Poszłam obmyć palec z krwi, piekło jak diabli. Idąc do toalety spotkałam Villegasa.
- Hej. Co ci się stało? - zapytał.
- Przecięłam sobie palec, nic strasznego.
- Słuchaj, Jen... dzisiaj się prawie nie widzieliśmy... Robię imprezę powitalną dla Liama, może wpadniecie z dziewczynami?
- Chyba na razie mam dosyć imprez, ale przekażę, na pewno z chęcią przyjdą.
- Przyjdźcie jutro o 20:00. U mnie, wiesz gdzie to, prawda? - odpowiedział.
- Billy, ja nie idę. - zaprzeczyłam.
- Przyjdziesz.- odpowiedział z uśmiechem, i miał rację - przyszłam.
Wysiadłyśmy z taksówki.
- Wow. - wypowiedziała ze zdumieniem Monica.
- Takiej imprezy tu jeszcze nie było. - powiedziała Ash, po czym jakiś przystojniak porwał ją do tańca i pocałował ją. Ach, no tak... Alex.
- Pójdę ogarnąć co i jak. - krzyknęłam do Jasmine, która wraz z Monicą gadały z jakimiś dziewczynami.
- A nie mówiłem. - krzyknął z daleka Billy zmierzający z Liamem w moją stronę. W mojej głowie aż zawrzało.
- Miło mi cię widzieć, Li. - odpowiedziałam.
- Mi Ciebie też, Jennifer.
- Możemy chwilę pogadać? - zapytałam.
- Jasne. - odpowiedział ciemnoskóry chłopak, po czym poszliśmy za dom Billy'ego pogadać na osobności.
- Hmmm... jakby zacząć... pamiętasz co działo się zanim wylądowałeś w szpitalu? - wydusiłam szybko, a on równie szybko odpowiedział:
- Tak.
- To co wtedy wydarzyło się na imprezie, przed szkołą? - pytałam poddenerwowana.
- Tak, Jen. Pamiętam. Wiem, co chcesz powiedzieć... - mówił, a moje oczy aż świeciły się ze zdenerwowania. -... chcesz powiedzieć, że nie kochasz mnie, kochasz Billy'ego.
- Liam, co ty mówisz?
- Jennifer... nie udawaj. Nie mów, że nie, bo oboje wiemy, że to prawda. Kochasz go.
- Li...
- Jeśli nie - zaprzecz temu jeszcze raz i spójrz mi w oczy. - powiedział, a ja stanęłam jak wryta.
- Widzisz? - zapytał z łzą w oku co jeszcze bardziej mnie przytłaczało. - Za każdym razem zaprzeczałaś, a ja wiedziałem, że go kochasz.
- To po co mnie pocałowałeś? - krzyknęłam.
- Pocałowałem Cię, bo wiedziałem, że nie mogę Cię mieć. Nigdy nie mogłem. - powiedział cicho i odszedł w stronę imprezy. Poczułam się okropnie. Jak największa zdzira w mieście, która sama nie wie co czuje, rani osoby, na której jej zależy. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię, moje serce biło jak szalone, znowu. Znów poczułam chłód na swoim ciele, a po moich policzkach spływały łzy. Wybiegłam na ulicę. Dlaczego każda impreza w Los Angeles musi tak się kończyć? Mam dość... ta się tak nie skończy, nie mogę ciągle być tą samą tępą idiotką, która wszystko bierze sobie do serca. WSZYSTKO I WSZYSTKICH.
Przetarłam łzy i ponownie weszłam na posesję Villegasów.
- Och, tutaj jesteś. Już myślałam, że cię ktoś porwał. - krzyknęła Ashley.
- Nie tym razem. - odpowiedziałam z uśmiechem.
Tego wieczoru tańczyłam z każdym na imprezie, no prawie każdym. Ludzi było naprawdę sporo. Po kilku drinkach i trzech godzinach spędzonych na parkiecie miałam ochotę położyć się na podłogę i nie wstawać, ale nie będę nic odwalać, nie zwariowałam... do końca. Weszłam na pierwsze piętro, oparłam się o barierkę... tam było o wiele ciszej. W zasadzie to w tym stanie wszystko i tak było głośniejsze.
- Jen? To ty? - usłyszałam.
- Tak. - odpowiedziałam, po czym obejrzałam się, a z ciemnego korytarza wyłoniła się sylwetka Billy'ego.
- Nie tańczysz? - zapytał.
- A ty? To Twoja impreza.
- No tak jakoś wyszło. Trochę spędziłem czasu na dole, ale musiałem sprawdzić czy wszystko w porządku z meblami i tym podobne... - opowiadał, a ja kiwnęłam głową.
- Podoba ci się impreza? - dopytywał.
- Jest spoko. - odpowiedziałam uśmiechając się.
- To czemu tu stoisz? Sama?
- Teraz już nie stoję tu sama...
- Ale stałaś... Wszystko na pewno okej?
- Musiałam trochę odpocząć. - zapewniałam.Tyle myśli walało się po mojej głowie, przypomniała mi się dzisiejsza rozmowa z Liamem, przypomniało mi się, że niczemu nie zaprzeczyłam, niczego nie byłam pewna. Spojrzałam na chłopaka. Nawet nie wiem kiedy nasze usta spotkały się w pocałunku. To było dziwne. Chyba chciałam poczuć, że dobrze zrobiłam... że nie zaprzeczyłam. Całowaliśmy się długo. Moje ciało opierało się o ścianę, a on mnie objął. Nie myślałam o niczym innym, tylko o nim. Czułam zapach jego perfum. Po chwili przerwaliśmy pocałunek, a on spojrzał mi głęboko w oczy.
****************************************************************
TAM TARAM TATATATATATATAMTARAM ! No i jest. Po sporej przerwie publikuję nowy rozdział. Trochę kulminacyjny, ale akcja się jeszcze rozwija, dopiero się zaczyna. Jeśli chcesz wiedzieć co wydarzy się dalej udostępnij, skomentuj - cokolwiek. To największa motywacja do pisania kolejnych rozdziałów.
Pozdro x
Dzisiaj piątek. Ubrałam dżinsy i oversize'ową bluzę, a włosy spięłam w warkocz. Dzisiaj na plastyce było fantastycznie, pani zaproponowała mi, żebym wystartowała w konkursie, w którym można wygrać staż u Alexandra Wanga w Nowym Jorku. To tak jakby spełnić marzenia. Jestem bardzo podekscytowana. W dodatku dzisiaj koło teatralne, będę ciekawie. Na przerwie musiałam obgadać z panią plan dotyczący konkursu, więc ominęła mnie przerwa, a to nawet lepiej, jeśli mam być szczera. Lekcje mijały,na przerwach pogadałam troszkę z dziewczynami. Między zajęciami a końcem lekcji było jakieś 30 minut przerwy. Oczywiście, zdążyłam rozciąć sobie palec gazetą - życie maniaka Vogue'a. Poszłam obmyć palec z krwi, piekło jak diabli. Idąc do toalety spotkałam Villegasa.
- Hej. Co ci się stało? - zapytał.
- Przecięłam sobie palec, nic strasznego.
- Słuchaj, Jen... dzisiaj się prawie nie widzieliśmy... Robię imprezę powitalną dla Liama, może wpadniecie z dziewczynami?
- Chyba na razie mam dosyć imprez, ale przekażę, na pewno z chęcią przyjdą.
- Przyjdźcie jutro o 20:00. U mnie, wiesz gdzie to, prawda? - odpowiedział.
- Billy, ja nie idę. - zaprzeczyłam.
- Przyjdziesz.- odpowiedział z uśmiechem, i miał rację - przyszłam.
Wysiadłyśmy z taksówki.
- Wow. - wypowiedziała ze zdumieniem Monica.
- Takiej imprezy tu jeszcze nie było. - powiedziała Ash, po czym jakiś przystojniak porwał ją do tańca i pocałował ją. Ach, no tak... Alex.
- Pójdę ogarnąć co i jak. - krzyknęłam do Jasmine, która wraz z Monicą gadały z jakimiś dziewczynami.
- A nie mówiłem. - krzyknął z daleka Billy zmierzający z Liamem w moją stronę. W mojej głowie aż zawrzało.
- Miło mi cię widzieć, Li. - odpowiedziałam.
- Mi Ciebie też, Jennifer.
- Możemy chwilę pogadać? - zapytałam.
- Jasne. - odpowiedział ciemnoskóry chłopak, po czym poszliśmy za dom Billy'ego pogadać na osobności.
- Hmmm... jakby zacząć... pamiętasz co działo się zanim wylądowałeś w szpitalu? - wydusiłam szybko, a on równie szybko odpowiedział:
- Tak.
- To co wtedy wydarzyło się na imprezie, przed szkołą? - pytałam poddenerwowana.
- Tak, Jen. Pamiętam. Wiem, co chcesz powiedzieć... - mówił, a moje oczy aż świeciły się ze zdenerwowania. -... chcesz powiedzieć, że nie kochasz mnie, kochasz Billy'ego.
- Liam, co ty mówisz?
- Jennifer... nie udawaj. Nie mów, że nie, bo oboje wiemy, że to prawda. Kochasz go.
- Li...
- Jeśli nie - zaprzecz temu jeszcze raz i spójrz mi w oczy. - powiedział, a ja stanęłam jak wryta.
- Widzisz? - zapytał z łzą w oku co jeszcze bardziej mnie przytłaczało. - Za każdym razem zaprzeczałaś, a ja wiedziałem, że go kochasz.
- To po co mnie pocałowałeś? - krzyknęłam.
- Pocałowałem Cię, bo wiedziałem, że nie mogę Cię mieć. Nigdy nie mogłem. - powiedział cicho i odszedł w stronę imprezy. Poczułam się okropnie. Jak największa zdzira w mieście, która sama nie wie co czuje, rani osoby, na której jej zależy. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię, moje serce biło jak szalone, znowu. Znów poczułam chłód na swoim ciele, a po moich policzkach spływały łzy. Wybiegłam na ulicę. Dlaczego każda impreza w Los Angeles musi tak się kończyć? Mam dość... ta się tak nie skończy, nie mogę ciągle być tą samą tępą idiotką, która wszystko bierze sobie do serca. WSZYSTKO I WSZYSTKICH.
Przetarłam łzy i ponownie weszłam na posesję Villegasów.
- Och, tutaj jesteś. Już myślałam, że cię ktoś porwał. - krzyknęła Ashley.
- Nie tym razem. - odpowiedziałam z uśmiechem.
Tego wieczoru tańczyłam z każdym na imprezie, no prawie każdym. Ludzi było naprawdę sporo. Po kilku drinkach i trzech godzinach spędzonych na parkiecie miałam ochotę położyć się na podłogę i nie wstawać, ale nie będę nic odwalać, nie zwariowałam... do końca. Weszłam na pierwsze piętro, oparłam się o barierkę... tam było o wiele ciszej. W zasadzie to w tym stanie wszystko i tak było głośniejsze.
- Jen? To ty? - usłyszałam.
- Tak. - odpowiedziałam, po czym obejrzałam się, a z ciemnego korytarza wyłoniła się sylwetka Billy'ego.
- Nie tańczysz? - zapytał.
- A ty? To Twoja impreza.
- No tak jakoś wyszło. Trochę spędziłem czasu na dole, ale musiałem sprawdzić czy wszystko w porządku z meblami i tym podobne... - opowiadał, a ja kiwnęłam głową.
- Podoba ci się impreza? - dopytywał.
- Jest spoko. - odpowiedziałam uśmiechając się.
- To czemu tu stoisz? Sama?
- Teraz już nie stoję tu sama...
- Ale stałaś... Wszystko na pewno okej?
- Musiałam trochę odpocząć. - zapewniałam.Tyle myśli walało się po mojej głowie, przypomniała mi się dzisiejsza rozmowa z Liamem, przypomniało mi się, że niczemu nie zaprzeczyłam, niczego nie byłam pewna. Spojrzałam na chłopaka. Nawet nie wiem kiedy nasze usta spotkały się w pocałunku. To było dziwne. Chyba chciałam poczuć, że dobrze zrobiłam... że nie zaprzeczyłam. Całowaliśmy się długo. Moje ciało opierało się o ścianę, a on mnie objął. Nie myślałam o niczym innym, tylko o nim. Czułam zapach jego perfum. Po chwili przerwaliśmy pocałunek, a on spojrzał mi głęboko w oczy.
****************************************************************
TAM TARAM TATATATATATATAMTARAM ! No i jest. Po sporej przerwie publikuję nowy rozdział. Trochę kulminacyjny, ale akcja się jeszcze rozwija, dopiero się zaczyna. Jeśli chcesz wiedzieć co wydarzy się dalej udostępnij, skomentuj - cokolwiek. To największa motywacja do pisania kolejnych rozdziałów.
Pozdro x
Komentarze
Prześlij komentarz