Rozdział VII cz.2
Nie mam ochoty na jogging w towarzystwie, więc wysłałam SMS'a do Ash i odwołałam poranne spotkanie. Ubrałam biały top, czerwoną koszulę w kratę, dżinsy z przetarciami, matowe, brązowe martensy. Zarzuciłam skórzaną ramoneskę. Spakowałam książki, zjadłam ryż z warzywami i kurczakiem w sosie typu chińskiego, wzięłam lunch i wymknęłam się z domu. Z garażu wyciągnęłam rower i pojechałam na Venice Beach, popatrzyłam na wielkie fale uderzające w siebie nawzajem, na palmy, których liście uginały pod wpływem wiatru. Było dość chłodno, ale mamy koniec listopada. To chyba normalne. Przeczesałam włosy rękami i ubrałam okulary przeciwsłoneczne, ponieważ mimo stosunkowo niskiej temperatury słońce świeciło mocno, a poza tym, nie chciałabym, żeby moje oczy zaczęły łzawić i rozmazał mi się mój makijaż, wyglądałabym jak miś panda, no cóż, może rozpowszechniłabym 'nowy trend'. Weszłam do kawiarni, zamówiłam moją ulubioną latte z lodami i bitą śmietaną, wyciągnęłam zeszyty i odrobiłam pracę domową z angielskiego i biologii. Potem obczaiłam na smartfonie czy dzieje się coś ciekawego w świecie i zerknęłam na godzinę. Pora się zbierać. Kawę wsadziłam do koszyka na moim rowerze, po czym pojechałam prosto pod szkołę, gdzie dokończyłam moją kawę. Z daleka zobaczyłam Billy'ego, uznałam, że pora poważnie z nim pogadać. Wzięłam głęboki oddech i podeszłam.
- Hej. - zaczęłam.
- Cześć. - odpowiedział.
- Wiedziałeś? - zapytałam stanowczo.
- A skąd miałem wiedzieć?!
- Hmm... Chyba się przyjaźnicie?
- A czy to przesłuchanie? Z tego co mi wiadomo to ty też powinnaś coś wiedzieć? - odparł.
- Billy, o co ci chodzi? Możesz mi wreszcie powiedzieć? Szczerze? Od niedawna traktujesz mnie z góry. Coś ci zrobiłam? Może po prostu powiedz...
- Po prostu mam gorszy dzień, dni. Nie jestem w nastroju, ale nie obwiniaj się. - Uff, odetchnęłam.
- Billy, czy na pewno nic nie wiesz? To ważne.
- Ostatnio traciliśmy kontakt, nigdy nie narzekał, może chciał poczuć się fajnie?
- Hm... - westchnęłam.
- Jennifer... Skoro już odpowiedziałem na twoje pytanie, to czy odpowiesz mi na moje?
- Okej, postaram się. - odpowiedziałam, uśmiechając się, ukrywając przejęcie jakie miotało się w moim sercu, które biło jak szalone.
- Czy ty i Liam to tak na serio?
- Na serio?
- Jesteście razem?
- Nie wiem, wtedy odpowiedziała ci całkiem szczerze. Teraz już wem jak bardzo niepewna mogę być. W końcu ćpał. Wtedy na imprezie, czemu mnie szukałeś?
- Kochasz go? - odpowiedział pytaniem.
- Zależy mi na nim, ale nie wiem czy jak na przyjacielu, czy może kimś więcej. Odpowiesz mi?
- Eee?
- Czemu mnie szukałeś?
- To chyba nieważne.
- Nie chcesz to nie mów. - odparłam z dystansem.
- Chcesz dzisiaj do niego jechać po szkole?
- W porządku, to chyba dobry po... - moją odpowiedź przerwał dzwonek na pierwszą lekcję. Udaliśmy się na lekcje. Nareszcie potrafiłam się szczerze uśmiechnąć, czułam ulgę, radość, zmieszanie, wszystko.
- Oooo! Hej, Jen, Billy! Poczekajcie!- wydzierała się Ash z drugiego końca szkoły.
Lekcje minęły szybko. Wraz z Ashley i Billy'm udaliśmy się do szpitala na rowerach.
- Ash, jak układa ci się z Alexem? - spytałam.
- Póki co, Alex wyjechał do Arizony na jakiś festiwal, wiesz, występy, koncerty, życie gwiazdy.
- Ach, no tak, zapomniałabym. - odpowiedziałam z uśmiechem. Dojechaliśmy do szpitala, lekarz powiedział, że możemy wejść. Kamień spadł mi z serca. Liam był już przytomny, myślałam, że popłaczę się ze szczęścia.
- Siema, co ty narobiłeś, Li. - zaczął Billy.
- Nieważne. - odparł na przywitanie Liam. Widocznie był przybity. - Hej, dziewczyny. - Dodał.
- Martwiliśmy się o Ciebie. - odpowiedziała Ashley. - Najważniejsze, że już wszystko dobrze, kiedy wychodzisz?
- Prawdopodobnie w przyszłym tygodniu!
- To wspaniale, ale nawet nie wiesz jaka akcja w szkol była... - opowiadała zaaferowana Ash, Liam słuchając jej zerknął raz na mnie, widziałam to. Nie wiem czemu, ale poczułam się nieswojo, dziwnie. Czułam jego wzrok, to było przyjemniejsze niż wszystko co dziś się wydarzyło. Tak bardzo cieszy mnie wieść o tym, że mogę z nim porozmawiać, że jest.
Nagle na salę wszedł lekarz prowadzący:
- Myślę, że to już pora na was, pacjent nie powinien się przemęczać, jest po zabiegu.
- Dobrze, rozumiemy. To do zobaczenia, Li. - odpowiedziałam, po czym wyszłam z sali, na której leżał.
- Jak ja się cieszę, że nic mu nie jest. - powiedział Billy.
- Nie tylko ty. - odpowiedziała Ash.
- A tak właściwie to co z Monicą i Jasmine? - zapytałam.
- Jasmine zatruła się czymś, Monica też, pewnie od tych burgerów, które jadły ostatnio. - opowiedziała Ash. Bily pożegnał się z nami i skręcił w swoją dzielnicę, zaś my z Ashley pojechałyśmy na nasze osiedle.
- Późno już trochę. - powiedziała Ashley.
- No trochę, to pa. - odpowiedziałam, zmierzając w stronę garażu. - Jutro do mnie przychodzisz! Pamiętaj! - krzyknęłam do Ash zza płotu.
- Ok, ok! - odpowiedziała podekscytowana.
Weszłam do domu, pogadałam chwilę z rodzicami i Mich. Zjadłam kolację i położyłam się spać. Intensywnie żyje się w LA, ale trochę brakuje mi Bostonu.
- Hej. - zaczęłam.
- Cześć. - odpowiedział.
- Wiedziałeś? - zapytałam stanowczo.
- A skąd miałem wiedzieć?!
- Hmm... Chyba się przyjaźnicie?
- A czy to przesłuchanie? Z tego co mi wiadomo to ty też powinnaś coś wiedzieć? - odparł.
- Billy, o co ci chodzi? Możesz mi wreszcie powiedzieć? Szczerze? Od niedawna traktujesz mnie z góry. Coś ci zrobiłam? Może po prostu powiedz...
- Po prostu mam gorszy dzień, dni. Nie jestem w nastroju, ale nie obwiniaj się. - Uff, odetchnęłam.
- Billy, czy na pewno nic nie wiesz? To ważne.
- Ostatnio traciliśmy kontakt, nigdy nie narzekał, może chciał poczuć się fajnie?
- Hm... - westchnęłam.
- Jennifer... Skoro już odpowiedziałem na twoje pytanie, to czy odpowiesz mi na moje?
- Okej, postaram się. - odpowiedziałam, uśmiechając się, ukrywając przejęcie jakie miotało się w moim sercu, które biło jak szalone.
- Czy ty i Liam to tak na serio?
- Na serio?
- Jesteście razem?
- Nie wiem, wtedy odpowiedziała ci całkiem szczerze. Teraz już wem jak bardzo niepewna mogę być. W końcu ćpał. Wtedy na imprezie, czemu mnie szukałeś?
- Kochasz go? - odpowiedział pytaniem.
- Zależy mi na nim, ale nie wiem czy jak na przyjacielu, czy może kimś więcej. Odpowiesz mi?
- Eee?
- Czemu mnie szukałeś?
- To chyba nieważne.
- Nie chcesz to nie mów. - odparłam z dystansem.
- Chcesz dzisiaj do niego jechać po szkole?
- W porządku, to chyba dobry po... - moją odpowiedź przerwał dzwonek na pierwszą lekcję. Udaliśmy się na lekcje. Nareszcie potrafiłam się szczerze uśmiechnąć, czułam ulgę, radość, zmieszanie, wszystko.
- Oooo! Hej, Jen, Billy! Poczekajcie!- wydzierała się Ash z drugiego końca szkoły.
Lekcje minęły szybko. Wraz z Ashley i Billy'm udaliśmy się do szpitala na rowerach.
- Ash, jak układa ci się z Alexem? - spytałam.
- Póki co, Alex wyjechał do Arizony na jakiś festiwal, wiesz, występy, koncerty, życie gwiazdy.
- Ach, no tak, zapomniałabym. - odpowiedziałam z uśmiechem. Dojechaliśmy do szpitala, lekarz powiedział, że możemy wejść. Kamień spadł mi z serca. Liam był już przytomny, myślałam, że popłaczę się ze szczęścia.
- Siema, co ty narobiłeś, Li. - zaczął Billy.
- Nieważne. - odparł na przywitanie Liam. Widocznie był przybity. - Hej, dziewczyny. - Dodał.
- Martwiliśmy się o Ciebie. - odpowiedziała Ashley. - Najważniejsze, że już wszystko dobrze, kiedy wychodzisz?
- Prawdopodobnie w przyszłym tygodniu!
- To wspaniale, ale nawet nie wiesz jaka akcja w szkol była... - opowiadała zaaferowana Ash, Liam słuchając jej zerknął raz na mnie, widziałam to. Nie wiem czemu, ale poczułam się nieswojo, dziwnie. Czułam jego wzrok, to było przyjemniejsze niż wszystko co dziś się wydarzyło. Tak bardzo cieszy mnie wieść o tym, że mogę z nim porozmawiać, że jest.
Nagle na salę wszedł lekarz prowadzący:
- Myślę, że to już pora na was, pacjent nie powinien się przemęczać, jest po zabiegu.
- Dobrze, rozumiemy. To do zobaczenia, Li. - odpowiedziałam, po czym wyszłam z sali, na której leżał.
- Jak ja się cieszę, że nic mu nie jest. - powiedział Billy.
- Nie tylko ty. - odpowiedziała Ash.
- A tak właściwie to co z Monicą i Jasmine? - zapytałam.
- Jasmine zatruła się czymś, Monica też, pewnie od tych burgerów, które jadły ostatnio. - opowiedziała Ash. Bily pożegnał się z nami i skręcił w swoją dzielnicę, zaś my z Ashley pojechałyśmy na nasze osiedle.
- Późno już trochę. - powiedziała Ashley.
- No trochę, to pa. - odpowiedziałam, zmierzając w stronę garażu. - Jutro do mnie przychodzisz! Pamiętaj! - krzyknęłam do Ash zza płotu.
- Ok, ok! - odpowiedziała podekscytowana.
Weszłam do domu, pogadałam chwilę z rodzicami i Mich. Zjadłam kolację i położyłam się spać. Intensywnie żyje się w LA, ale trochę brakuje mi Bostonu.
Komentarze
Prześlij komentarz