Rozdział VI cz.4
- To ja idę. Na razie. - powiedział tak jakby nic się właśnie nie wydarzyło. Zabrzmiało to tylko tak jakby robił sobie ze mnie jaja. Miał w nosie to co czuję.Wróciłam na miejsce, na którym powinnam czekać na Jasmine. Próbowałam opanować złość. Byłam na siebie wściekła, jestem naiwna jak cholera. Po upływie tych kilku wspaniałych sekund minęła ta radość, zaczęły napływać wyrzuty sumienia. Może nie powinnam była tego robić. Nadal czuję COŚ do Billy'ego. Tylko, że wiem, mam przeczucie, że on traktuje mnie tak samo jak każdą inną koleżanką, ale nie miałam ochoty myśleć o nim teraz, kiedy być może zacznę coś w życiu bardzo ważnego. Zamiast myśleć o tym co jest tu i teraz, cieszyć się tym to ja myślę o jakimś innym chłopaku, którego zapewne nie za bardzo interesuje to, że istnieję. Jestem głupia. Jestem naiwna, wierzę w magiczne zakończenia, w to, że wszystko jest takie piękne. Cały czas myślę, że ten szorstki świat jest piękny, tylko w czym tkwi dla mnie piękno? Czemu muszę być taka? Dlaczego nie mogę po prostu być chytra, przebiegła i inteligentna? Czuję się totalną ofiarą losu. Oni mnie nie znają, nie rozumieją, nie wiedzą o mnie nic. Widzą tylko mój wygląd,ale ja nie jestem Amelią. Nie jestem tylko wyglądem, nie chcę być. Czemu oni mnie nie rozumieją? Po jakimś czasie przyszła Jasmine.
- Już jestem. Jen, wszystko okej? - spytała.
- Tak, czemu pytasz?
- No nie wiem, tak jakoś. Wyglądasz na zdenerwowaną.
- Wydaje ci się, to co? Idziemy? - spytałam.
- Idziemy. - odpowiedziała zdecydowanie, więc ruszyłyśmy w stronę sali 360. Na zajęciach było całkiem w porządku. Będziemy tworzyć gazetkę szkolną.
- Czy kiedykolwiek mieliście okazję pracować przy szkolnej gazecie? - zapytała pani Maroolyn. Ludzie pokiwali głowami przecząco, również ja.
-Cóż. Mam nadzieję, że to nie będzie dla was wielkie wyzwanie. - Wyzwanie? Mówimy tu o szkolnej gazetce, a nie o "Los Angeles Times".
Po zajęciach wróciłam do domu.
- Hej. - powiedziałam do rodziców siedzących w salonie. Mama czytała gazetę w salonie, tata zaś siedział nad jakimiś papierami.
- Jak ci minął dzień? - spytała mama.
- Ok. - powiedziałam krótko, po czym weszłam na górę. Minęłam Michele, po czym zatrzymałam się i powiedziałam:
- Mich, może czas... - powiedziałam zbierając w ustach powietrze. - ...zacząć normalnie ze sobą rozmawiać, bo kłótnie do niczego nas nie zaprowadzą. - dodałam.
- Hm... okej. - powiedziała i zeszła na parter, a ja z ukrytą wewnątrz radością weszłam do pokoju. Włączyłam muzykę i ze swoim notesem położyłam się na łóżku, zaczęłam projektować. Wstałam i otworzyłam szufladę z materiałami, które zbierałam przez kilka lat. Usiadłam do mojej maszyny i przystąpiłam do zmiany mojego projektu w rzecz fizyczną. Czarna bluzka idealnie dopasowana ze srebrnymi wykończeniami, dół bluzki pokrywał czarno-biały wzorek, rękawy były pokryte innym czarno-białym wzorkiem, do tego dodałam spodnie, rurki pokryte wzorkiem z rękawów, a po bokach umieściłam paski z koralików jak z wykończenia dekoltu i rękawów. Po czterech godzinach żmudnej pracy skończyłam. Teraz jestem z siebie zadowolona bardziej niż kiedykolwiek.
- Ubiorę to jutro do szkoły. - szepnęłam do siebie.
- Już jestem. Jen, wszystko okej? - spytała.
- Tak, czemu pytasz?
- No nie wiem, tak jakoś. Wyglądasz na zdenerwowaną.
- Wydaje ci się, to co? Idziemy? - spytałam.
- Idziemy. - odpowiedziała zdecydowanie, więc ruszyłyśmy w stronę sali 360. Na zajęciach było całkiem w porządku. Będziemy tworzyć gazetkę szkolną.
- Czy kiedykolwiek mieliście okazję pracować przy szkolnej gazecie? - zapytała pani Maroolyn. Ludzie pokiwali głowami przecząco, również ja.
-Cóż. Mam nadzieję, że to nie będzie dla was wielkie wyzwanie. - Wyzwanie? Mówimy tu o szkolnej gazetce, a nie o "Los Angeles Times".
Po zajęciach wróciłam do domu.
- Hej. - powiedziałam do rodziców siedzących w salonie. Mama czytała gazetę w salonie, tata zaś siedział nad jakimiś papierami.
- Jak ci minął dzień? - spytała mama.
- Ok. - powiedziałam krótko, po czym weszłam na górę. Minęłam Michele, po czym zatrzymałam się i powiedziałam:
- Mich, może czas... - powiedziałam zbierając w ustach powietrze. - ...zacząć normalnie ze sobą rozmawiać, bo kłótnie do niczego nas nie zaprowadzą. - dodałam.
- Hm... okej. - powiedziała i zeszła na parter, a ja z ukrytą wewnątrz radością weszłam do pokoju. Włączyłam muzykę i ze swoim notesem położyłam się na łóżku, zaczęłam projektować. Wstałam i otworzyłam szufladę z materiałami, które zbierałam przez kilka lat. Usiadłam do mojej maszyny i przystąpiłam do zmiany mojego projektu w rzecz fizyczną. Czarna bluzka idealnie dopasowana ze srebrnymi wykończeniami, dół bluzki pokrywał czarno-biały wzorek, rękawy były pokryte innym czarno-białym wzorkiem, do tego dodałam spodnie, rurki pokryte wzorkiem z rękawów, a po bokach umieściłam paski z koralików jak z wykończenia dekoltu i rękawów. Po czterech godzinach żmudnej pracy skończyłam. Teraz jestem z siebie zadowolona bardziej niż kiedykolwiek.
- Ubiorę to jutro do szkoły. - szepnęłam do siebie.
Komentarze
Prześlij komentarz